czwartek, 7 listopada 2013

Samolubny MEM

Wpadła Matce w oko, przy bardzo zwyczajnej, pół służbowej-pół prywatnej okazji kasiążka, z serii popscience. Zacne ponoć dzieło, które zdaniem osobistym matki jest 
a.w całości akceptowalne przez ateistów ignorantów b.niedotykane i traktowane z obrzydzeniem przez teistów ignorantów.

Ponoć miała ona dokonać rewolucji w świecie ludzi wiary, jakoś jednak rozgłos jej przycichł. Ci, którzy mieli zachować wiarę, polemizując z argumentami, z których nieliczne sięgają i zatrzymują się gdzieś w okresie Powstania Styczniowego - zachowali ją. Bogatsi o jakże "przydatne" i równie "empirycznie weryfikowalne" jak sam Bóg pojęcie memu na ten przykład. 

Tak, to już widać. Matka nie lubi Dawkinsa. Nie lubi go już od czasu stwierdzenia, że gen jest samolubny, co zakłada z góry, że jest on istotą myślącą. Popscience-fiction. Matka woli fauny, mówiące sarny i elfy - antropomorfizm wszak jest cechą charakterystyczną baśni, a nie nauki. 

Nie, Matka nie zgadza się, że wiary nie da się połączyć z nauką. A Einstein, Newton, Pascal, Kopernik? Czy wiara z założenia wyłącza rozum, jeśli dopuszcza istnienie czegoś, czego nie jest się w stanie ogarnąć, co ma w sobie element niezbadanej tajemnicy. Bóg w Trójcy jest tajemnicą. (Antytrynitarianie mnie teraz zlinczują). Horyzonty zdarzeń, teoria zamkniętej czasoprzestrzeni zapewne tego elementu sekretu nie posiada. Obydwie są w pełni sprawdzalne. Tak? To czemu Matka nie ma w domu drzwi, które otwierają tunel czasoprzestrzenny? Fajnie by było. 

Poza tym Darwinizm nie wylkucza teizmu - teraz zabiją mnie ci od kreacjonizmu i inteligentnego projektu. Choć Matka osobiście nie wierzy w to, że świat powstał z wielkiego skoncentrowanego "nic", które wybuchło. 

Wracając zaś do samego tytułu. Mem (taki kulturowy gen, socjologiczny wzorzec informacji) no cóż. Wiara w Boga jest memem, Matka się zgadza. Wiara w memy, też może być memem. Boga nikt nigdy nie widział, memu też, a skoro sam Dawkins mówi, że jeśli czegoś nie da się zweryfikować empirycznie to owo "coś" nie istnieje. Dowód na istnienie memu jest więc równy dowodom na istnienie Boga. Zaprawdę powiada wam Matka, ateizm w postaci Dawkinsowskiej jest mocno skomplikowany i wymaga odrobiny wiary ;) 

Podsumowując, Matka mimo wszystko rozumie gościa i jego polemikę z religią, która w swojej skrajnej postaci jest niszczącym wirusem. Tylko jaki ma cel zawężanie islamu jedynie do szyitów albo talibów, albo chrześcijan do purytan lub katolików. 

Nie wiem czy Matka zachęciła Was, czy zniechęciła. Warto (a może wcale nie warto) uzbroić się w cierpliwość, której Matce szczerze mówiąc zabrakło i rzucić okiem na "Boga Urojonego". Jeśli utwierdzi Was to w przekonaniu, że Boga nie ma - gratuluję wiary w Dawkinsa, a jeśli sprawi, że Bóg zacznie mieć znamiona urojenia, zweryfikujcie szybko, bo być może w Waszym przypadku Dawkins ma trochę racji i zadziałał mem religii, a przecież to nie religia - TO RELACJA.

1 komentarz:

Unknown pisze...

Przeczytałem