środa, 21 sierpnia 2013

Jedna szansa na milion

Zapaść blogowa u Matki trwa. Dziś tylko jedna myśl autorefleksyjna.

Warto, naprawdę warto być przy ludziach. Być wskazywanym palcem, rozliczanym, osądzanym i dla równowagi zaskakiwanym tym, że istnieją jednak takie jednostki, które przysłaniają cały negatywizm.

Matka wdzięczna jest za tą jedną szansę na milion, a może nawet za pięć albo sześć, które stale pokazują, że Ekklesia jest prawdziwym zwoływaniem siebie, które nie da się ująć w ramki ubioru, zachowań, norm, religii.
Tutaj powinny zostać umieszczone podziękowania dla tych, którzy przywracają wiarę w Kościoł wyjęty ze schematu. Tych, którzy dają "światu” prawo do wejścia w ich życie, a później zmieniają go nadając nowe, żywe i zdrowe znaczenie. To oni mają prawo zaobrączkować nadgarstek w WWJD, choć zwykle dostają Biblią po głowie.

Było poważnie, bo Matka jest śmiertelnie poważna ;)

niedziela, 11 sierpnia 2013

Z Emigrantką (osobiście)

Matka obija się niemiłosiernie. Nastąpił stopczas bloggerowy na rzecz cennych minut spędzanych z Emigrantką. Wrzuciłaby Matka może nawet jakieś zdjęcia, ale się zorientowała, że zostały zrobione nie jej kalkulatorem.

Cudownie jest być obok siebie. Dzwonić sto razy dziennie z każdą pierdołą, stać obok w Kazeciku, eksplorować szarość nowych płyt na Piotrkowskiej, zagadywać pracownika kawiarni, analizować nowe przyjaźnie i te zupełnie stare, pilnować cudzych dzieci w  ogrodzie, współdzielić rozmowę telefoniczną z Miss D., tańczyć spacerowo, pić Kamenitze i spowiadać się leżąc na złotych poduszkach w oknie kawiarnianym, boso, z książką byle jaką wziętą na chybił trafił z półki.

Emigrantka daje oddech. Jest poza strukturami. Bezczelnie wręcz doprowadza Matkę do szału tym, że każdego kocha i rozumie, co w istocie jest błogosławieństwem, w  innym przypadku bowiem nie usiadłaby z Matką przy jednym stoliku w restauracji, o przyjaźni nie wspominając. Jak sama o sobie mówi, jest jedną z tych niewielu (trzech właściwie) upierdliwych osób, które wiedzą czym jest pograniczny "syndrom eskejpa" i w bohaterski sposób radzi sobie z nim wręcz perfekcyjnie.

I pomyśleć, że była to ostatnia osoba, z którą Matka chciała mieć kiedykolwiek cokolwiek do czynienia. Life is worth exploring :)

czwartek, 1 sierpnia 2013

Zmiana urlopowo-królikowa

Matki chill out pracowy
Matka została sama na służbowym posterunku. Pierwsza zmiana wyjechała na zasłużony urlop, druga zmiana i tak przychodzi o 16 i ostatnimi czasy wskazanym przed nią (nim) wiać, gdyż lekko demotywuje. Trzeba "drugą zmianę" jednak zrozumieć, współczuć i posłusznie głowę spuścić w razie czego, gdyż nie każdemu się zdarza, że dwójka dzieci opuszcza gniazdo w tym samym czasie. "Pierwsza zmiana" natomiast odgraża się mocno, że nawet na twitterze się nie spotkamy. No cóż. Matka sobie poradzi, wszak to tylko 3 tyg. okrutnie, przeraźliwie długie trzy tygodnie podczas których Matka zdechnie na samotność pracową i zapomni jak posługiwać się językiem mówionym. To było po pierwsze.

Po drugie zaś zostały dwa dni do powrotu Królika z wakacji i Matka (wraz z Ojcem) muszą się generalnie rzecz biorąc ogarnąć, kopnąć w żyć i wrócić do rzeczywistości. Po stanie ich domu, stopniu niewyspania, złamanej osi w rowerze, pustce w lodówce i braku kasy w portfelu można jasno stwierdzić, że dziecko to jednak błogosławieństwo, klejnot harmonii kucykowo rzecz ujmując, ostoja odpowiedzialności, strażnik pobożności i grzechowstrzymywacz.

A po trzecie, nie, trzeciego nie będzie, bo musiałoby być lekką nutą melancholii, a Matka twarda jest, jak głaz :) na szczęście dla niej i ogółu.