Matka Królika od wieków nie była na imprezie, a tu proszę. Trafiło się. Okoliczności sprzyjały, Królik zdrowy, Matka też. Część towarzystwa znanego i po ostatnim "sylwestrze" zaślubionego prawieżeabstynencji - można powiedzieć, że bezpiecznie.
Kto nigdy nie imprezował w Ikarusie ten nie wie, że alkohol w tym przypadku jest całkiem zbędny. No może kubek wina grzanego na rozgrzewkę przy temperaturze -10 na zewnątrz. Kiedy bowiem autobus jedzie, świat wiruje wokół i nie ma potrzeby, żeby wirował bardziej niż jest to wskazane. Miejsca do tańczenia jest dużo. Na siedząco. Na stojąco. Solo. W parach, a nawet w trojkę przy muzyce z Dirty Dancing. Dla bardziej odważnych - pole dance* na tyłach Ikarusa w wersji i dla kobiet i dla mężczyzn. Jednym słowem full wypas dla tych, którzy lubią się zdrowo "wywyściekać".
Matka wróciła zadowolona. Były ładne panie, przystojni panowie, balony i wstążki. Jedni się wytańczyli, inni wyściskali, a jeszcze inni...no cóż, jak Matka wcześniej pisała - samo bujanie autobusowe wystarczy.
Clubbing ikarusowy trochę odarł Matkę z płaszcza hipokryzji. Taką jaka jest była. Taką jak czasem jej się udaje być, kiedy tańczy z Julianem na tyłach KZ w środowe wieczory, wzbudzając tym zdziwienie tych, co bacznie obserwują. Choć jedno z drugim ma niewiele wspólnego, bo sacrum z profanum nijak nie da się połączyć.
*Proszę sobie wygooglać ;)
*Proszę sobie wygooglać ;)

2 komentarze:
Szkoda, że mnie nie było przy tym Dirty Dancing. Już to widzę jak biegniesz przez cały autobus, a na końcu Tomasz podnosi Cię do góry, a Ty przyjmujesz pozycję jaskółki. :)
Ciekawe tylko jak ominęłaś poręcze (!?)
Haha, no aż tak to nie było. Za dużo ludzi. No i nie tańczyłam z Tomaszem :P
Prześlij komentarz