I znalazło się piasek na angielskiej plaży oraz morze, które samo przyszło do mnie a nie ja do niego.
Sprzedało się dziecko fajnemu wujkowi...
I prawie kupiło nowy materac...
Z cudzym (dużym już) dzieckiem zwiedzało się Łódź, która może wciąż zachwycać.
I spędzało się czas kreatywnie :)
Do tego wylądował DRIMLAJNER, który stał się bohaterem niejednego zdjęcia i wpisu.
K. poleciała i wróciła ku rozpaczy i radości pozostałych.
Samba wymieszała się z autobusami i tramwajami
A MY pozostaliśmy niezmienni.
Choć prawie porwali nas piraci.
Niech 2013 będzie dla Was moi mniej i bardziej bliscy taki jakim sami chcielibyście go widzieć.
Ja dziękuję Bogu za każdą chwile, która pozwoliła mi dotrwać aż do dziś. W zdrowiu, z książką pod ręką i z plikiem nowych ludzi wokół, którzy niejednokrotnie rozjaśniali mi szarość dnia codziennego.
"Kiedy miejsce, w którym przyszło mi być zasiewa we mnie złość,
zrezygnowanie i rozczarowanie - zatapiam się w obrazach malowanych
obiektywem przez ludzi, którzy są ze mną po prostu". Sercowa Matka Królika



