piątek, 26 kwietnia 2013

Foch

Generalnie rzecz biorąc Matka trwa od kilku dni (od środy) w stanie permanentnego obrażenia, że to K. a nie ona jest u Tej co się oswaja z emigracją. Wszystko byłoby może i dobrze, gdyby nie to, że K. jeszcze śmie opisywać to na swoim blogu.
Ciężko zniosła dziś w pracy brak świecenia się gmaila WINu. WIN, ewentualnie prywatny profil Emigrantki, świecić się musi i Amen, gdyż jego wygaszenie obfituje zatruwaniem życia innym ludziom ciężko pracującym na chleb po drugiej stronie komputera.
Tak, Matkę zżera tęsknota z kopytami i śmie twierdzić, że dawno już tak nie było. Może to dlatego, że ostatnio czytałyśmy tą samą książkę, albo z powodu tego spaceru w wyobraźni, wiszenia na trzepaku i podjadania kremu z ptysia.

Peesy do K.

PS. Czy ja spałam na naleśniku, a nie wiem o tym?
PS2: Dość masz gdy masz Emigrantkę moją, słońce to już zbytek łaski :P Pomodlę się o deszcz, zobaczymy czyj "Bóg" silniejszy Ktosia czy Matki.
PS3. Wracasz to gramy!


niedziela, 21 kwietnia 2013

Wiedza istotna :)

- Królik, napiszemy coś na blogu?
- Napisz, że tata ma mi zbudować autobus z lego.

Po tym krótkim dialogu Matka próbowała wyjaśnić synowi na czym polega pisanie na blogu. Zjechało jednak na tematy bliższe przewrażliwionemu sześciolatkowi. Czyli: Co z jutrzejszą wycieczką? Co będzie jak nie będę potrafił zrobić tego o co pani mnie prosi? Czy tata zdąży wrócić przed nocą. wszystko okraszone było solidną dawką łez olbrzymich i zarzutów, że Matka wcale nie potrafi go wychować.

- A na czym Twoim zdaniem polega wychowywanie? - zapytałam
- No nie wiesz? Na tym, że Ty masz mnie pocieszyć jak ja płaczę.
- A w jaki sposób miałabym Cię pocieszyć?
- Porozmawiaj ze mną i powiedz, że wszystko będzie dobrze.
- Ale przecież ja to już mówiłam milion milionów razy!
- No widzisz? Mówiłem, że nie umiesz wychowywać!

Po powyższym tekście Matka poszła się lekko załamać, ale tylko lekko, gdyż do 6-latków trzeba mieć duuuuży dystans. A do przewrażliwionych sześciolatków, których Matka od dzieciństwa "choruje" na to samo - tym bardziej. Nastroje Królikowe mają się jednak nijak do serii bardzo istotnej wiedzy, którą posiadłam dziś, a właściwie posiadłyśmy razem z Miss D. Otóż jeśli ja chcę być Twilight Sparkle, a Miss D. księżniczką Celestią to znaczy, że ona będzie musiała być moją mentorką. Nie wiecie o co chodzi? Hmmm, a Rainbow Dash? Shining Armor? Pewnie też wam nic nie mówi i pewnie, też nie wiecie, że można "wyrzygiwać" listy razem z ogniem jak Spike. No cóż, po dzisiejszym dniu ja już wiem. I zdecydowanie wolę Little Pony od Monster High.

Kto pierwszy zgadnie imię kucyka - temu kupię krówki!

piątek, 19 kwietnia 2013

Otwarcie sezonu

SP164, www.szkolnictwo.pl
Sezon podwórkowy Matka uważa za otwarty. Wczoraj po raz pierwszy od kilu miesięcy na naszym wypasionym stymulującym dziecięcą kreatywność karolewskim placu zabaw (boisko przed szkołą, górka i drzewa) zebrała się cała banda matek i ojców. Nie widzieliśmy się dość dawno, nie licząc mijanek w korytarzu przedszkolnym i drobnych uszczypliwości dotyczących porannego niewyspania, nieuczesania i generalnego nieogarnięcia.
 
Banda zaległa na pseudo trybunkach boiskowych wyposażona w: soczki, bułki, owoce, rowery, hulajnogi i spędziła tam czas do zachodu słońca gadając o pracy, kobietach (!), dzieciach, pogodzie, dietach. O tym, że nasza podwórkowa pani prawiedoktor biotechnolog powinna przeprowadzić badanie kałuży - ulubionej nota bene przez nasze dzieci, w której odbywa się większość najlepszych zabaw.
 
Jeszcze przed zachodem słońca panie karmiące zwinęły się, żeby zadbać o swoje młodsze potomstwo spoglądając na Matkę zazdrośnie, że może na chwilę obecną zignorować obowiązki domowe za cenę ostatnich promieni słońca i wymiany zdań z kolegami tatusiami.
 
Matka lubi sezon podwórkowy. Lubi nawet tatę Igi, który choć do bólu szczery, do podwórkowej bandy pasuje w sam raz i bez pytania wie, że Matce trzeba w kiosku kupić zielone orbitki - kiedy prosi o jakiekolwiek.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Takie dzisiaj

Są takie dni, których trailer powinniśmy dostawać w chwilach, kiedy jest naprawdę ciężko. Dni, w których nawet fizyczne niedogodności nie są w stanie przysłonić kolorów, dźwięków i smaków. Dzisiaj - Matki osobistym zdaniem  - jest warte listu gratulacyjnego dla Tego, który owo dzisiaj stworzył.
 
Zapiszę sobie ten dzień, żeby przypominać sobie w razie potrzeby uśmiech K., pięć gwizdków, biegnących szaleńców, chusteczki powtykane w uszy, Little Star tańcząca sambę i spacer w towarzystwie lodów waniliowych z dużą ilością czekolady (bez truskawek) z tradycyjnym omijaniem kolejnych przystanków.

Thank You Lord!

sobota, 13 kwietnia 2013

Sobota

Sobota. Krótka poranna wymiana zdań z T. uświadamiająca mi moją zołzowatość. Szybkie, smsowe "Dzień Dobry" ze zwariowanym El'  i nieśpieszne śniadanie + kawa/herbata z Miss D., która pokazuje Matce, że warto rozmawiać i żyć po prostu.

Sobota. Generalnie osobisty szabat, a jednak gdzieś tam jednak z tyłu głowy ludzie (jw), których kochać jest łatwo. Przedpołudniowe zakupy z Little Star - dające poczucie, że nie trzeba mieć prawdziwej rodziny, żeby doświadczać tego, że ma się siostrę, z którą można wspólnie kupować jabłka i papierowe ręczniki.

Sobota. To dziś Matka zapadnie się bezwstydnie w książkę, która już stygnie i nabiera mocy. Będzie dzielić jeszcze świeże myśli przyjaciółki zza morza, która dopiero co skończyła ją czytać. Taka wymiana warta jest niedomytej podłogi, obiadu gotowanego na raty i poświęcenia wieczornego wyjścia. 


środa, 10 kwietnia 2013

wtorek, 9 kwietnia 2013

Lody waniliowe z truskawkami ;)

prawodogotowaniazpasja.blox.pl
Dni zabiegane jak każdej normalnej matki. Praca-przedszkole-dom i czasem znów praca - ta przyjemniejsza, wieczorowa z grupą ciekawych ludzi. Choć pada się na ryj - warto jest. Poznaje się poglądy tych, z którymi w jednym "zborzu" się rosło przez jakiś czas. Odkrywa zupełnie nowe rzeczy.

W ramach tego okrywania. Matka uczy się nowych istotnych ludzi po kawałku. Dziś Matka wpadła na to, że ci, z którymi przebywamy mogą być jak wafle ryżowe z mussli, waniliowe lody z truskawkami i gorąca czekolada z kilkoma kroplami koniaku. Porównanie może dość dziwne, ale za to jak bardzo znaczące. Kiedy masz ochotę na waniliowe lody, nie zastąpią ci ryżowe wafle, a gorącej czekolady nie pija się codziennie.

Tak czy inaczej na dzień dzisiejszy Matka jest na etapie tych lodów, którymi stara się delektować w miarę możliwości, żeby nie pożreć ich w przeciągu pięciu minut. Truskawki leżące na wierzchu cudownie pachną słońcem i są... hmmm... optymistyczne? Tak, te truskawki są zdecydowanie optymistyczne ;)

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

(*)

"Dzisiaj jest takie ładne" - napisała kilka tygodni temu A. 

Wczoraj też było ładne, mimo że z tyłu głowy wciąż rozbrzmiewały smutne wiadomości, o ludziach, których wprawdzie Matka nigdy nie widziała, ba nawet nigdy nie czytała tej osławionej książki, która wniosła rewolucję organizacyjną do kościołów ewangelikalnych dzieląc je na te pro-przywódcze i pro-służebne.

Tak, o Ricku Warrenie - świadomym celu myślę. i myślałam cały wczorajszy dzień, nie obciążając zbytnio ludzi wokół i zrzucając wszystko na specyficzny czas w kobiecym cyklu. 
Żywię ogromną nadzieję, że "strażnicy czystości duchowej" nie będą się na teologiczne wytłumaczenie TEGO - byłoby to bowiem podłe i bez serca.

"Dzisiaj jest takie ładne" - takie ładne, że ci najsłabsi sobie z tym nie radzą.

Drogi czytaczu, bez względu na to czy traktujesz Warrenów poważnie, czy w ogóle ich znasz, czy są dla Ciebie "światowymi liderami" lub zupełnie obcymi ludźmi - potrzebują tego, żeby być z nimi w myślach, w modlitwie.

sobota, 6 kwietnia 2013

Krótko

1...2...3 próba napisania posta na zacnej dotykowej robiącej niespodzianki klawiaturze.

Po pierwsze: Matka wyznaje, że się zakochała tradycyjnie na wiosnę, a że zakochuje się minimum raz w roku, a max trzy razy wszystko jest pod kontrolą.

Po drugie: Matka chce iść do kina na Intruza i przeczytać Delirium.

Po trzecie: Matka naprawdę się zakochała - jasny gwint. Ludzie są fascynujący i warci tego zakochania

czwartek, 4 kwietnia 2013

Generalnie i dlaczego?

Milczenie blogowe (a raczej blogspotowe) Matki oznacza jedynie to, że składa swój umysł do kupy. Obrót spraw życiowo-pracowo-służbowych zastraszająco przybrał na sile i w związku z tym głowa (mocno nadwrażliwa) pęka sobie powolutku, acz skutecznie.

Święta minęły w przedziwnie spokojnej atmosferze ogólnie pojętego ekumenizmu. Ani my nie wytknęliśmy nikomu święconki, ani nikt nam braku znaku krzyża przed modlitwą. Zabrakło jedynie tych, których naprawdę chciałoby się mieć obok, bo: się zakochali, albo mieszkają w zaspach śnieżnych, tudzież gdzieś za morzem.

Matka zaś tak poza tym wszystkim z zafascynowaniem i z lekkim zażenowaniem w stosunku do własnej nieporadności obserwuje częstotliwość Króliczych pytań "Dlaczego".
Dlaczego banan jest żółty? Dlaczego po poniedziałku jest wtorek? Dlaczego trzeba chodzić w kapciach? Jako jedyny jednak nie pyta dlaczego nie ma jeszcze wiosny. Ciekawe dlaczego?