Matka była u pani lekarz, odebrać recepty na syfiaste leki dla Królika. Pani lekarz kobietą osobliwą jest. Uśmiecha się tylko ustami, zapominając o oczach. Na całe szczęście to nie Matki lekarz, bo dostałaby u niego tachykardii na bank. Królik panią lekarz generalnie ma "z tyłu" tudzież głęboko w nosie. Tak samo też traktuje jej zalecenia co do zakazu spożywania fastfoodów, które zjada raz na trzy miesiące i to tylko dla zabawki. Kiedy opuszczamy gabinet potrafi głośno wyrazić swoją aprobatę dotyczącą planów pójścia na frytki, za co zostaje permanentnie opitalany przez panią (nie uśmiechającą się już wtedy) lekarz.
Pani lekarz jest mądra, uczona i stoi wyżej w hierarchii społecznej. Może dlatego pozwala sobie na ten uśmiech bez oczu. Swoją drogą to swoisty wyczyn, uśmiechać się ustami i jednocześnie karcić wzrokiem.
W każdym razie Matka uważa za sukces to, że pani lekarz po ponad dwóch latach współpracy już nie traktuje Matki jak niewyedukowanego, histerycznego, ogłupiałego głąba i pozwala sobie na współpracę i nić porozumienia rodzic-lekarz w 30% - ogromnych jak na jej osobowość.





