wtorek, 27 kwietnia 2010

Czuję się świetnie, ach jak wspaniale

Taak, oczywiście. Wcale sobie nie radzę z brakiem Szamirskiej tu na miejscu. Na tę okoliczność przesłuchałam dzisiaj kazania wujka KaSo pt. "Zyski pomimo strat" i stwierdziłam, że jest jednak najczęściej słuchanym przeze mnie kaznodzieją.
Czytam o tym, co słychać w Crowborough i stwierdzam, że do własnego życia potrzebujęwielkiego szkła powiększającego, bo chyba oślepłam na Bożą łaskę, której przecież jest tak wiele, ot chociażby taki Królik...



... i co z tego, że kaszlący.

środa, 21 kwietnia 2010

Dzienniki L. - Ponad światem

"Modlitwy zapisuję z kawałkach papierowych serwetek. Zatrzymuję się na chwilę nad świeżo wyprasowanymi ścierkami i wącham je na tyle długo, na ile pozwala uciekający bezlitośnie czas. Wierzę w to, że Bóg odnajduje wszystkie słowa w moim sercu i wyszywa dla mnie kolejny dzień kolorowymi nićmi Królestwa.
Kiedy nikt nie widzi czytam historię Izraela i Judy zapamiętaną przez Izajasza i uczę się na pamięć psalmów, które pomagają na smutne dni".

LML

wtorek, 20 kwietnia 2010

Walka z wiartakami

Po pierwsze: Rewolucja w pokoju Królika, nowe łóżko, spraye antykurzowe i takie tam. Jeśli ktoś nie wierzy w cuda, to niech mi powie skąd mamy na to kasę :)

Po drugie: Zamach na moje lenistwo i niechęć do sprzątania :(

Po trzecie: Odwołali konferencję, na której miałam dokonać dwudniowego odpoczynku o tego wszystkiego.

I po czwarte: Studenci, korzystajcie z życia, bo później to jak widać na załączonym obrazku czeka Was dorosła egzystencja.

No, to by było na tyle. Jakbym miała znów dłuższą przerwę w pisaniu, to znaczy, że sprzątam. (patrz. Walka z wiatrakami)

wtorek, 13 kwietnia 2010

Królikowe pogadanki

Ja wyszykowana, trzymam trzecią ręką Królika traktor, bo w następnych mam torbę i klucze, a Królik do mnie:
- Mama, ty jesteś fajna dziewczyna wiesz? Taka moja przyjaciółka! Dziekuję, że potrzymałaś mi traktor.


Królik bawi się w żłobku plastikowym samolotem, z sali wychodzi ciocia Monika i mówi do mnie ściszonym głosem:
- Mam nadzieję, że to nie Tupolew
- Topole? To nie są żadne topole! Topole to rosną u babci Kazi przed oknem! - odpowiada wzburzony Królik.

Gotuję obiad, a Królik siedzi w pokoju i krzyczy do mnie:
- Mama włącz mi piosenki Hosanna, hosanna Królowi!


Pytanie z kategorii biblistyki:
- A o Danielu to jest Stary czy Nowy Teśtamet?

piątek, 9 kwietnia 2010

Sezon na listy

Kto mnie bliżej zna, ten wie, ze sezon na listy trwa u mnie cały rok. Jedne wysyłam, inne zostawiam w szufladach, jeszcze inne wysyłam w balonach do nieba. Teraz jednak nadeszła prawdziwa pora na listy, bo ktoś miły od maków w przedziale poleciał daleko za morze.

środa, 7 kwietnia 2010

niedziela, 4 kwietnia 2010

Z każdej strony przesada

Tak, tak, kochani. Z jednej strony zatrzęsienie kurczaków i cukrowych baranków, co stoją na polu z rzeżuszki, a z drugiej nagminne przypominanie o tym, że Wielkanoc to tylko takie święto, w którym trochę mocniej niż zwykle wspominamy Zmartwychwstanie, bo przecież termin symboliczny, a Wielkanoc tak jak i Boże Narodzenie jest każdego dnia. Ech... A później nasze dzieci w szkołach zastanawiają się, czy one obchodzą te święta czy też nie.

Tak czy inaczej:

piątek, 2 kwietnia 2010

Myśli w ogródku

Uprzejmie informuję, że moje wiosenne zieleniny są już posiane i posłusznie kiełkują sobie na parapecie. W planach mam jeszcze zakup następnej skrzynki i będzie mały ogródek dla rodziny Królika.
Przy tych wiosennych pracach moje myśli biegają od lekko upośledzonych tradycji Wielkanocnych do wyjazdu bliskiej memu sercu osoby. Pierwsza myśl jak co roku wprawia mnie w osłabienie, a moje ambiwalentne uczucia od kilku lat nie zmieniają się, bo bardzo nie lubię i nigdy nie lubiłam tradycji święconek, rodzinnego stołowania się w niedzielę i poniedziałek oraz wielu innych niefajnych dla mnie rzeczy. Marzy mi się spokojna niedziela, bez kurczaczków i zajączków, w zamyśleniu nad cudem, który wydarzył się dawno temu, nad pustym grobem i zwycięstwem Pana Jezusa. Zamyślenie i owszem będzie, ale przy bardzo niespokojnej niedzieli.
Druga zaś myśl, po raz pierwszy w życiu pozwala mi ze spokojem powiedzieć "Do zobaczenia", bo wiem, że fizyczne opuszczenie jest niczym w porównaniu do opuszczenia emocjonalnego. Nie boję się, normlanie pierwszy raz w życiu nie boję się, że nasze drogi się rozejdą pomimo tak dużej odległości. Czy to myslenie życzeniowe? Nie wiem, ale zamiast zanosić się żalem i płaczem, ze spokojem czekam na to co nam czas przyniesie. Byle nie studnie w Jemenie :P