Matka od jakiegoś czasu pracuje w nowym miejscu. Równie specyficznym co poprzednie, bo jak twierdzą niektórzy obserwatorzy, do normalnej pracy się nie nadaje. Powiada wam jednak, że znalezienie pracy, po nastu latach w dość osobliwej branży jest albo cudem, albo niezaprzeczalnym świadectwem tego, że gdzie diabeł nie może tam...no właśnie.
Znalezienie pracy w przeciągu 1,5 m-ca z przysłowiowym nożem na gardle było prawdziwym wyzwaniem, kosztującym Matkę kilka nieprzespanych nocy, kreatywnie spędzonych nad takim konstruowaniem ofert (tzw. listów motywacyjnych i cv), które nie ujawniałby zbyt wiele drażniących szczegółów.
Koniec końców Matka ma szczęśliwy przystanek zawodowy w bardzo osobliwym, żeby nie powiedzieć hipsterskim miejscu, zwanym Baśniowym Biurem. Specyfika pracy mocno teatralna z tą różnicą, że każdy wie, że to teatr i nie udaje, że ma to coś wspólnego z normalnym życiem. Nic tutaj nie jest normalne, ale każdy się na to godzi z pełną świadomością, podpisując umowę, w której nie jest wszakże zapisane w jakiej formie zostanie wypłacona pensja. Czy to ważne jednak? Tak proszę Państwa. Jeszcze do wczoraj, kiedy koleżanka z biura zafascynowana chwaliła się swoją nową sakiewką (!) w panterkę, Matka nie rozumiała jej ekscytacji. Zrozumiała, po wypłacie w bilonie o nominale 5 zł. i dziś idzie sobie zakupić woreczek na pieniążki.
