poniedziałek, 29 grudnia 2008

Dialogi matki z Królikiem

- Królik co zjesz na śniadanie jajko czy kaszkę?
- Jaju!
- A gdzie jest jajo?
- Tam (pokazuje na lodówkę)
- Pobaw się, a ja Ci śniadanie zrobię!
- Nie! Jaju!
- No jajko, na śniadanie.
- Tak? Jaju?
- Jaju!
(Chwila przerwy)
- Lala po!
- Włączę teletubisie jak zjesz śniadanie!
- Tak?
- Tak!
- Tata tam? Aaaa?
- Tata śpi, idź go obudź.
- Tak?
- Tak!

czwartek, 25 grudnia 2008

Gdy się Piotruś rodził...

...i na świat przychodził.
To na porodówce wszyscy świętowali Wigilię, a później matka Królika spędzała święta na zacnym oddziale g., łidałt Królik, bo matka była chora na prawieżezapaleniepłuc.
Za to dziś Królik skończył 2 lata (tzn wczoraj o 16.40) i z tej okazji dostał duuużą śmieciarę oraz inne prezenty, matka zaś, żeby tradycji stało się zadość rozchorowała się na głowobólkę i "umarła" wyganiając gości z Wigilii o 20.
A nowe słowa dwuletniego Królika, który wedle przepisów bilansowych dwulatka powinien już zdaniami jechać, są takie oto:
pimpim - pingwin
mijamija - mama mia
amem - amen
bimbambom - kościół (to edukacja dziadków)
afa - alfa romeo czerwona mała
jajo - to chyba zrozumiałe, tak?
pij - pić
tii - tir
nu - nóż
ta - tak
bibi - ryby
am - jeść
A oprócz tego całkiem polskie: tu, tam, mam, ja, mama, tata, papa, a ku ku, nie ma oraz wszechobecne NIE.
Żeby się jednak bilansowcy odczepili, to zdania są i owszem: Bibi am. Tata brym brym bimbambom. Mama tu. Afa nie ma.

A oto Królik i Tata Królika, świeżutcy.


wtorek, 16 grudnia 2008

Już wiem dlaczego...

Dokładnie! Już wiem dlaczego we wszystkich szkołach woźne i dyrekcja ganiali nas za czarne podeszwy butów. Nie tylko już ja to wiem, ale i Julita też wie, wiedzą też dziewczyny, które zmywakami i różnymi chemikaliami, na kolanach, próbowały doczyścić makabryczne czarne kreski zostawione owymi czarnymi podeszwami na jasnej wykładzinie w Narnii.
Oczywiście jestem niemota i nie wzięłam dziś aparatu do Narnii, a było co fotografować - sprzątanie na całego, przystrajanie sali na Wigilię, segregowanie gier, wynoszenie śmieci.
Oczywiście nie obeszło się bez krzyków Matki Królika na rozkosznie nic nie robiących chłopców, dla których robota była za ciężka, za mokra, za brudna, za długa.
Tak czy inaczej, wzywam was wszyscy uczniowie, nie noście butów z czarną podeszwą w szkole, zmiłujcie się nad woźnymi.

czwartek, 11 grudnia 2008

Co nowego u Królika

Co świadczy o tym, że Królik jest moim dzieckiem:
  • Na koniec modlitwy zamiast "amen" mówi - amem lub brawo (bjabooo)
  • Jeszcze nie zdążę dobrze wejść do domu, a on już mówi babci radosne "Pa paa'
  • Lubi wisieć na dół głową
  • Uspokaja się przy rmf classic
  • Na pytanie "Kochasz mamę?" odpowiada krótko i na temat: "Nie!"
  • Czyta książki przed spaniem, ale nigdy ich nie kończy
  • Lubi śpiewać po swojemu
  • Każde kółko w jego rysunkach przedstawia inny przedmiot
  • Nie ma czasu, żeby zrobić siku...

niedziela, 7 grudnia 2008

Dziękuję Wam...


Za kawę
Za rozmowy
Za serię uśmiechów
Za tolerancję dla moich fochów
Za takie sobie bycie
Za konspekt zajęć pisany na kolanie
Za wspólne nadgryzienia "lanczu" liderki
Za wszystko, wszystko co pozwoliło mi stwierdzić, że niedziele nie są "pracą" a społecznością.


Fot. T.Głaz

sobota, 6 grudnia 2008

Zastój

Tak, tak. Mam zastój w pisaniu. Może i bym nawet miała dużo do powiedzenia, ale jakoś tak mi nie po drodze.
Ale za to, kiedy piszę, to ja i mój pokój wyglądamy tak:


Wierzę, że ten zastój jest jedynie przedświąteczny...

poniedziałek, 1 grudnia 2008

Stracone kazania

Uwielbiam jak moim umiłowani Czytacze znęcają się nad biedną (służącą dzieciom) matką Królika mówiąc: "A wiesz, jakie dziś było piękne kazanie?", "Aaaaaa, bo ty nie słyszałaś...", "No nie opowiem ci, bo to trzeba było słyszeć na żywo!".
Cudownie!

W związku z powyższym moje kochane dzieci ze starszej grupy wymyślały mi sposoby, jak jednocześnie słuchać kazania i prowadzić z nimi zajęcia. Oto kilka z nich:
  1. Wywiercić dziurę w suficie, tak żeby ciocia mogła widzieć i słyszeć co się dzieje na nabożeństwie.
  2. Włożyć sobie to ucha "blufuta" :) i słuchać satelitarnego przekazu z nabo.
  3. Wstawić do sali głośnik!
  4. Iść z ciocią na górę, żeby wspólnie posłuchać kazania.
"Nie, to niemożliwe" - oznajmił jeden z chłopców - "Wyobrażacie sobie ciocię, która prowadzi szkółkę i co jakiś czas przerwa, mówiąc w skupieniu, taaak, zgadzam się, mhhhmm, amen"
"A co to właściwie jest kazanie?" - usłyszałam dodatkowo. No właśnie, co to właściwie jest? Może Alszamirska się wypowie, bo jej mąż mówi takowe.

środa, 26 listopada 2008

Listopadowe senności

Gdybyśmy mogli, to byśmy spali z Królikiem cały dzień - byśmy...
Listopad nastraja mnie tak sennie, że z trudem klecę pisma w pracy, a Psalmy nastrajają mnie melancholijnie, tak że moimi schowanymi w wyobraźni oczami widzę, jak Bóg ubiera się w światłość, niczym w płaszcz i sunie na skrzydłach wiatru /Ps 104/ - piękny Psalm, polecam Czytaczom.

Jeszcze nie ma 16.00, a za oknem już się ściemnia - byle do wiosny!

piątek, 21 listopada 2008

Kawiarenki la la laaaa

„ A coś na blogu napiszesz o kawiarence?” – zapytała Kasia

Oj wiele, wiele mogłabym pisać, ale zawarłyśmy pakt, że nikomu nie powiemy o czym rozmawiałyśmy, a tym bardziej mężydłom.

Tak czy inaczej spotkanie nasze zaczęło się o godzinie 17:00 wygonieniem Jacka G. Nie wszystkie kobitki się stawiły, dlatego czym prędzej zlot owy trzeba powtórzyć w pełnym składzie. Ciekawe kogo tym razem Szamirska wystylizuje, a kto opowie swoją historię miłości i jakie "rajtki" będą wtedy w modzie.

A teraz przydałoby się wkleić zdjęcie kawy, ale nie mam.

Dobranoc, względnie Dzień Dobry.

Moje blogowanie


Zaczęło się dawno temu w maju 2005 roku. Wierzyć lub nie, przeżyłam w związku z pisaniem tu i ówdzie osobistą autoterapię, zdobyłam bardzo ludzkiego przyjaciela, świadczyłam o Jezusie, a później inni mi świadczyli :), albo też modlili się w chwilach ciężkich. Poznałam wielu ciekawych ludzi, z którymi kontakt utrzymuję do dziś. Odważyłam się na bardzo jawne wyrażanie samej siebie, co później odchorowałam, ale człowiek uczy się na błędach.

A wy oceńcie. Czy blogowanie to dobra rzecz?

wtorek, 18 listopada 2008

Wydaliśmy za męża


Sobota była pełna wrażeń, a najfajniejsi byli rycerze. Prawda Asiu? Wydaliśmy za męża naszą słynną KSZ KSZ, łamaczkę męskich serc, buntownika z wyboru.

Pan Juśkiewicz prezentował się bardzo ładnie, choć jego modlitwą od rana było: "Panie, niech już będzie 18.00". Ślub był o 16.00

Zimno było jak "pierun", ale jak widać na załączonych obrazkach - wesoło.

A jak prezentowała się Pani Juśkiewicz?
To widać poniżej.


A razem prezentowali się o tak:


Zatem, kto następny? Zdaje się, że Julita.


Fot. T.Głaz (osobisty)

poniedziałek, 17 listopada 2008

Ch.A.D.

Szanowni Czytacze,

Czy mi się wydaje, czy da się u Was zauważyć jakieś minimalne obniżenie nastroju? Zaniepokoiłam się zaglądając wczoraj, dziś tu i ówdzie. Czasem wydaje mi się, że mamy tendencję do takiej Eliaszowej choroby afektywnej dwubiegunowej. Poczytajcie o życiu Eliasza (I Król 18 i 19), wcale nie żartuję, albo był na górce, albo w dołku i życzył sobie śmierci, kiedy Izebel się na niego uwzięła. Modlę się o Was, bo jestem na górce :), ale poproszę o to samo, kiedy usiądę pod krzakiem jałowca (I Król. 19.4).

Dobrego dnia, względnie nocy.

środa, 12 listopada 2008

Królikowe pogadanki

Ja: Piopio, kto jest najmądrzejszy na świecie?
Królik: Mama!
Ja: A kto jest najładniejszy na świecie?
Królik: Tata!
Ja: A kto jest najfajniejszy na świecie?
Królik: Fiofio! (czyt. Królik)

Kocham Królika nieprzeciętnie!

wtorek, 11 listopada 2008

Refleksje nieprzyziemne


Blogi sypią się, że tak to ujmę jak grzyby po deszczu, albo liście na jesień. Różnorodność myśli ludzkich nie przestaje mnie zachwycać odkąd odkryłam ich internetowo-blogową formę w 2005 roku.
Cudownie jest mieć Was wszystkich razem w jednym folderze zakładek, nawet wtedy, kiedy jest się już zbyt starym na zloty młodzieżowe. Po raz pierwszy odnajduję radość odkrywania się, chowając moje osobiste "strachy" do kieszeni.

Fot. T.Głaz (osobisty)


Moje uszanowanie Drodzy Państwo Czytacze i Pisacze.

Dobrej nocy, ewentualnie dnia.


poniedziałek, 10 listopada 2008

Wydarzenie dnia

Kościelna feministka prorokuje mi przez telefon, a jej mąż w tle krzyczy "Alleluja!"

PS. Judka, wszyscy czekamy na zdjęcia reporterskie!

niedziela, 9 listopada 2008

Takie różne i Baza centrum

Wróciłam z jednodniowego wypadu do Warszawy, na zlot młodzieży okręgu centralnego. Zlot oczywiście jeszcze trwa, ale ja, jako że jestem starą młodzieżą musiałam wrócić wczoraj. Odpoczęłam tam nieludzko, uśmiałam się po pachy, zostałam siłą i podstępem zaciągnięta do Złotych Tarasów. Uświadomiłam sobie, że Adaśko nie ma już 13 lat, choć zdarza mu się mówić do mnie ciociu. Ponad wszystko jednak wiele się nauczyłam i trochę z tego co dostałam od Szefa - "sprzedałam" tu i ówdzie.

Aaale, ja to właściwie nie o tym chciałam, ale o YOU CAN DANCE, tym poniżej.


Komentarze pozostawiam Szanownym Czytaczom :)

czwartek, 6 listopada 2008

Kochać

Kochać w ogóle znaczy wystawiać się na zranienie. Pokochaj cokolwiek, a twoje serce z pewnością odczuje ból, a może nawet zostanie złamane. Jeśli chcesz mieć pewność utrzymania serca w stanie nienaruszonym, nie wolno ci go ofiarować nikomu, nawet zwierzęciu. Otul je ostrożnie swoimi hobby i odrobiną luksusu, unikaj wszelkich komplikacji, zamknij je bezpiecznie w szkatule lub trumnie własnego egoizmu. Ale w tej szkatule - bezpieczne, w ciemności, w bezruchu, bez powietrza - ono się zmieni. Nie będzie złamane, nie, ono stanie się nie do złamania, nieprzystępne, zatwardziałe... Jedynym miejscem poza Niebem, gdzie możesz być doskonale zabezpieczony przed wszystkimi niebezpieczeństwami... miłości, jest Piekło (C.S. Lewis, Cztery miłości)

niedziela, 2 listopada 2008

Niedzielnie

Dzień rozpoczął się dla mnie dość ciężkimi nogami, które wcale nie chciały iść tam, gdzie serce (oraz obowiązki) wzywały. Przy śniadaniu otworzyłam Ewangelię Jana. We fragmencie 7.12 przeczytałam słowa o Panu Jezusie, które zachęciły mnie do tego, żeby moje nogi trochę zelżały.
Zatem Bogu dziękuję dziś za ludzi, którzy wciąż i niezmiennie pozostają "tylko ludźmi" oraz "aż ludźmi" stworzonymi na Jego obraz (I Mojż. 1.26-27 - w ramach konkursu :)) Jeśli chciałabym wymienić dziś życzliwości jakich doświadczyłam - byłby tego cały worek.
Miłej niedzieli zatem Drodzy Państwo Czytający.
Aaaa, zapomniałabym. Kto wygrał?
Oczywiście dekaLODZy.

piątek, 31 października 2008

Ze sło(w)nika Królika

Zaktualizowałam, bo Królik przestał mówić Pio, a zaczął Fio

tia tia – tramwaj
dziadzia – to chyba jasne, choć nie do końca, bo tak również nazywany jest jeden z wujków, wcale nie stary :)
tate – statek
lala po – teletubisie
ciapcie – kapcie
baba kacika – babcia Kazia (mama Tomka)
baba pitipi – babcia Pucia (mama moja)
Fiofio – Królik we własnej osobie

czwartek, 30 października 2008

Przemyślenia matki Królika

Przygotowując się wczoraj do lekcji z grupą ponadgimnazjalną, która liczy sobie zawrotną ilość członków – dwóch, natknęłam się na takie oto zdanie:

To jest właśnie tajemnica świętych, że świętość ich przejawia się przede wszystkim w stosunku do ludzi. W. Korniłowicz

W obliczu wielu moich ostatnich przemyśleń i tego, jaką ja sama musze prezentować „świętość”, skoro docierają do mnie różne (niepotwierdzone przeze mnie) ciekawostki na mój własny temat daje mi to wiele do myślenia.
Zaznajomiłam się ostatnio dość blisko z pewną dziewczyną. Relacja nasza oparta na telefonach, mailach, blogach i gadaczach, z dnia na dzień zacieśniała się coraz bardziej. Modliłyśmy się o siebie, rozmawiałyśmy o stworzeniu i Stwórcy. Po jakimś czasie, mało istotne już w jakich okolicznościach, nasza znajomość nagle się urwała, aby później znowu „nagle” i „spontanicznie” się odrodzić. Dlaczego piszę „…”, bo owo „nagle i „spontanicznie” już nie miało w sobie znamion piękna relacji międzyludzkiej, ale ramy jakichś religijnych nakazów, które odsunęły nas od siebie. Podzielił nas mur „Strażnicy” i zdaje się moja Chrystusowa inność.
Czy ja również odrzucę człowieka i jego chęć bycia blisko, jeśli powie mi, że nie wierzy w Chrystusa? Jak wtedy będę mogła okazać swoją świętość?

wtorek, 28 października 2008

poniedziałek, 27 października 2008

Dzień do dnia dodawany...

Zrobiło mi się ostatnio szarawo i postanowiłam sobie ugościć się trochę jako lider senior na młodzieżowym 1 listopada, a co!
Pomyślałam, że brakuje mi zwyczajnych spotkań ludzi wierzących, zatęskniłam za naszym GTSem niezapomnianym. Dzień w pracy uświetniła mi wizyta niespodziewanego gościa, z którym zawsze rozmawia się o "czymś" - choć owo "coś" dziś było jedynie omówieniem pomyłkowej rozmowy na komunikatorze, z kimś kto miał być mną, a wcale nie był. Miłe to, że jednak nie okazałam się tą zołzą po drugiej stronie monitora.
Królik zainfekowany drugi raz w tym miesiącu ma się całkiem świetnie, my trochę gorzej po nieprzespanych nocach.
Tyle na dziś mili Państwo, idę się pomodlić o dobre myśli.

wtorek, 21 października 2008

Na przełomie

Skoro Matka na przełomie, potrzeba kogoś w wyłomie :)
Uśmiecham się, ale wcale mi nie jest tak śmiesznie. Czasem człowiek wymyśli sobie jakiś scenariusz życia, a później jest zaskoczony, tym, że jest inaczej. A jak ma być, skoro to Bóg prostuje ścieżki i wygładza nasze plany.

Na szczęście Królik ma się doskonale, bo jeszcze nie musi podejmować żadnych decyzji. No, może którym autkiem się dziś pobawi i dlaczego traktorkiem.

wtorek, 14 października 2008

Rozwiązanie zagadki


Pffff - autobus
Abu - buty (teraz już mówi na nie inaczej - tapcie, to chyba od kapci)
aaA - spać

poniedziałek, 13 października 2008

Moje różne dzieci

Wiecie, albo nie wiecie, dzieci mam wiele poza swoim osobistym, własnym Królikiem. Z przyjemnością patrzę zatem jak jedne z nich rosną, a inne dopiero uczą się żyć. Wiele razy kładłam się spać z ich problemami, a dziś patrzę jak: wychodzą za mąż, uczą się z wielkich opasłych książek, robią zastrzyki chorym, podróżują do Paryża.

O inne dzieci modliłam się, żeby znalazły spokojny kąt w Narnii. Z dnia na dzień bowiem zdaję sobie sprawę, że to nie nasza Narnia, ale Boża, nie muszę się zatem o nic martwić, nic robić na siłę, ale wszystko tak jak potrafię najlepiej (choć w istocie nie potrafię).
Wciąż mam w pamięci to, jak zostali nam przysłani ludzie do pomalowania korytarza - spadli nam właściwie z nieba jakby w ponad naturalny sposób.



Nie musiałam stawać na rzęsach, żeby namówić ich do tego - po prostu, wzięli i zrobili. Nie byli odpowiedzią na moją usilną modlitwę, ale jedynie na ciche westchnięcie.

A to Dzieci Narnii:

poniedziałek, 6 października 2008

Blogująca trójeczka

Co jakiś czas zaglądam w wiadome mi miejsca i podpatruję jak trwa przyjaźń, za którą nie mało łez się wylało. Trochę jestem w tym podglądaniu jak trzecie koło u roweru, ale przecież rowerki dziecięce mają trzy kółka, tak?
Nie tak dawno jeszcze wracałyśmy we trójkę, pociągiem, z pewnej konferencji, na której podjętych zostało wiele decyzji, zostawiając gdzieś po drodze Umiłowaną Sosenkę, a dziś?
Dziś możemy chociaż siebie poczytać, czy to nie cudne? Bardzo to lubię.

piątek, 3 października 2008

Z życia Królika Pi

Królik namiętnie zbiera magnesy z pewnych serków. W związku z tym mam już oklejoną w domu całą lodówkę.

Dziś rano przynosi mi do łazienki magnes z jaszczurą i mówiąc swoim królikowym „A, a, a!” pokazuje mi miejsce pod taboretem przy umywalce.

- No co? – pytam – chcesz tam włożyć magnesik?

- Eeee – odpowiada,.

Dalej próbuję się szykować, a Pi swoje... Zaglądam więc pod taboret i co tam widzę? Stare mieszkanko Randala, które Tomek pożyczył dla rybek na wieczne oddanie. Dopiero później przypomniałam sobie, że kiedy Pio chciał bawić się domkiem, ja zawsze mówiłam:

- Nie wolno, to jest mieszkanie Randala!


Dla niewtajemniczonych, Randal wygląda tak:









wtorek, 30 września 2008

Z serii słownik króliczy

Zagadka dla czytaczy

Co w słowniku Królika znaczy:

  1. Pffffff
  2. abu
  3. aaA (z akcentem na ostatnie "a")

poniedziałek, 29 września 2008

Co zastałam po powrocie

Kraj przywitał nas słońcem, które już jednak nie grzało aż tak szaleńczo. To jednak co rozbawiło mnie i rozgrzało w tym zimnym, polskim powietrzu znajduje się poniżej:


Taką oto rzecz zastałam, potykając się o nią na moich "pseudoschodkach". Nadmieniam, że Tomek odklejał ją mając Królika w jednym ręku, torbę w drugiej i wcale przy tym ładnie nie mówił ;)

Dla takich szaleńców warto żyć!

Póki co, odsyłam do: Zdjęć Królikos Traveller oraz na Podróże

sobota, 27 września 2008

Wróciliśmy

Wypoczęci
Wyżsi o 2 cm.
Z gilami do pasa - ale co tam
Chwilowo kurujemy, a jeszcze parę dni temu wyglądaliśmy tak:


oraz tak:



poniedziałek, 8 września 2008

Jadę na urlop z Królikiem

Jeszcze tylko dwa dni i wsadzam Królika z jego misiami w walizkę, bierzemy za rękę mojego T., i wylatujemy do ciepłych krajów razem z boćkami.
Królik wchodzi w okres książkowego dwulatka, o wszystkim chce decydować, mówiąc swoje stanowcze "A", rozkazuje swoim królowcowym ruchem ręki, a babcia z dziadkiem chodzą jak Król(ik) zadecyduje, ba, nawet biegają. Nie istnieje nic "za chwilę", musi być "tu i teraz" i "natychmiast"...ech. Zatem urlop spędzę (ja straszliwa matka stawiająca granice) na odkręcaniu Królika z jego widzimisiów dziadkowych.

"Mój piasek!"

sobota, 6 września 2008

Znowu sobota...

... i to sobota znad Księgi Daniela podczas snu Króliczego. Jutro zaczynam zajęcia z 19 osobową grupą dzieci o bardzo wysokich wymaganiach i dużej żywotności. W związku z tym mikrostres pożera mnie od samego rana. Pracuję z "zielonymi" dziećmi już od 7 lat i przynosi mi to wiele satysfakcji oraz bolącego brzucha, gdy już wszystkie nerwy po przeprowadzonej lekcji zejdą. Nie raz słyszałam, że prościej uczyć Dzieci Narnii - ich wdzięczność jest bowiem niewspółmierna, a i nad ich zachowaniem łatwiej jest zapanować. Czy to nie paradoks? Tak, tak...paradoksem jest to, że te pragnące wolności dzieci chcemy nawet w niedzielę posadzić w ławkach na 2X45 min. i wymagać bezwzględnego poddania.

czwartek, 28 sierpnia 2008

Słownik Królika

Inne dzieci w wieku Królika mówią już na pamięć Inwokację Mickiewicza. Wniosek ten wyciągam z forum, w którym uczestniczę jak mama. Królik natomiast, absolutnie nie popędzany ma swój własny język.

Mama – mama

Tata – mata

Baba – babcia, bądź jakakolwiek pani po sześćdziesiątce

Dziadzia – dziadek

Ekspres do kawy – chrrrrrrrr

Auto - brrrrym

Samolot – bziiiim

Pies mówi – buam, buam

Krowa mówi – beeeee

Wąż mówi – chchchchaa

Tygrys – niczym się nie różni od ekspresu do kawy

Gitara – kum,kum

Jeść – mnia, mnia

Skarpetki - fuuuu

niedziela, 24 sierpnia 2008

Myśli niedzielne

Chciałoby się dużo myśli wywlec tutaj, ale nie czas i miejsce. Będzie więc tylko jedna: Warto być pewnym tego co się w życiu robi, ale też na tyle mądrym, żeby wiedzieć, kiedy zejść ze "sceny". Można też być wrednie mądrym i zejść tak, żeby zrobić komuś problem...
Strach pomyśleć,co to byłoby za zwierzę ze mnie, gdybym nie starała się iść po Jego śladach, gdybym nie starała się robić kroków wiary i posłuszeństwa.
Masz pytanie?
Nie jestem religijna, kocham Jezusa!

środa, 20 sierpnia 2008

Dialogi uliczne

Stragan z owocami na skrzyżowaniu:
- Pół kilo winogrona bez osy proszę.
- Ale osa jest gratis!
- Mimo wszystko wezmę bez...

Podsumowanie dnia powszedniego

Praca - zaliczone
Rozmowa z kimkolwiek do rozmowy - mile zaliczone
Piaskownica z klientami Misji - zaliczone
Słoje na zimę - bardzo zaliczone
Zignorowanie Konkursu Ofert UW - zaliczone z pełną satysfakcją
Tanoth poziom 17 - zaliczony bez większych ofiar

Królik poszedł spać, a my (Matmu-Taty) zakręcając ostatni słoik na zimę zdecydowaliśmy się na film całkiem inny, niż zamierzaliśmy. Ten był o przyjaźni i tamten też, ten jednak bardziej ojczysty, ale jakże cudnie przekłamany w oczach Matki Królika.
I choć uśmiałam się nawet bardzo, choć gra aktorska była powalająca, choć słowa rodem z hafciarni były użyte w bardzo trafnie dobranych sytuacjach i jakoś tym razem mnie nie raziły to jednak poszłam spać z lekkim niesmakiem, mówiąc Tomaszkowi: "Prawdziwe Lejdis nie istnieją".


A Królik jaki jest - Każdy widzi :)

niedziela, 17 sierpnia 2008

Edukacja ustawiczna

Mamut się edukował przez trzy ostatnie dni, okrutnie się edukował, a edukacja owa bokiem wyszła dziś i bólem głowy.

W czwartek miałam spotkanie w sprawach ważnych, dwanaście kobiet i jeden mężczyzna debatowało ponad sześć godzin nad czymś co można było omówić w trzy. Wniosek mój - było tam o dwanaście kobiet za dużo. Ja się na takie debaty nie nadaję, z mówieniem mi nie po drodze, z mądrzeniem się tym bardziej. W sytuacjach piątej godziny dyskusji godzę się już na wszystko, byle tylko zakończyć, zjeść coś i wypić kawę tudzież inny napój, godzę się nawet na to, co mi pewnie czkawką odbije się za kilka miesięcy.

sobota, 9 sierpnia 2008

Sobota

Mam męża handlowo-usługowego, a to oznacza okrutnie samotne soboty dla mnie i Królika, których nie lubiłam bardzo od zawsze. W związku z tym kilka pocieszających zdjęć:

Królik w klatce


Królik z tatą

poniedziałek, 4 sierpnia 2008

Urocze klimaty

Wspaniale jest mieszkać przy dźwiękach miarowo stukającej hafciarni komputerowej, której wtóruje głos radia okraszonego w przerwach wyrafinowanymi "paniami na K" i wyrazami złości na P.
Przedwczoraj w nocy dowiedziałam się jakem Mamut Królikowy, że jestem:
"%#*&@#, i jeśli ja, #$%*^^, zachowuję się jak mormon i przeszkadza mi radio grające głośniej niż maszyny wydające przy otwartych oknach dźwięk przekraczający jedyne 50 dB o godzinie 1:00 w nocy, to &*%$# chyba mnie %(*&^%$ ... itp"
Właściwie to powinniśmy przy 35 stopniach w mieszkaniu zamknąć sobie okna jeśli mamy jakiś problem i się udusić w ramach protestu. Cóż, nie każdy może mieć chłód i ciszę - tyle na dziś z życia matki poddachowej.

piątek, 1 sierpnia 2008

Matki

Spędzając jakże urocze chwile w piasku z Królikem czynię miliony obserwacji i pozwalam sobie na eksperymenty naukowe w skali mikro - takie zboczenie zawodowe pedagoga. Wszystko tak czy inaczej zostaje później w mojej głowie, a to co tutaj, to tylko skąpe podsumowanie.
Matki piaskownicowe zatem dzielą się na:

Matki Nieobecne (żeby nie powiedzieć z pewną dysfunkcją) - dzieci biegają brudne i bose po całym placu zabaw i jedzą to co im (Królikowi) wyjmę z torebki.
Matki Tiny - nie wyglądają zza gazety o tytułach zbliżonych do wspomnianego, podczas gdy dzieci robią co chcą.
Matki Tatki - wyluzowane i obserwujące poczynania swoich pociech, od czasu zaglądające w dekolty innych mamuś :)
Matki Nadobecne - Upierdliwie wpierniczające się w każdą zabawę dzieci i każdy konflikt piaskownicowy, który się zrodzi
Matki Nastolatki - udają, że są siostrami, prezentują styl Nieobecnych lub Tiny
Matki Pracujące - siedzące spokojnie na ławce, patrzące na swoje dzieci, reagujące tylko w razie potrzeby - bo to bolesne znów podnieść cztery litery :), w ich rozmowach przewija się temat żłobka i przedszkola
Matki Polki Chwalicielki - skoncentrowane na swoich pociechach, głośno opowiadające niezainteresowanym Tinom o poczynaniach swoich dzieci - często skonfliktowane z Nadobecnymi
Babcie - obładowane kanapkami, piciem i wszystkim tym co jest do szczęścia dzieciom potrzebne.

wtorek, 22 lipca 2008

A-Chimek


Królik kocha Achimka całymi łapkami. Całuje jego autka na śpiochach, daje pić ze swojego osobistego kubka, buja go w leżaczku - to nic, że dość agresywnie.
A- Chimek męczy Pana Misia na zdjęciu obok.

poniedziałek, 21 lipca 2008

Ok. 35 kilo dzieci

Królik z Elfem, Fot. gtg2002

Wczoraj u Misialskich było jak w tytule. Czwórka dzieci i oczy dookoła głowy, żeby te starsze nie miętosiły tych młodszych, żeby te młodsze nie płakały, wszystkie razem, żeby nie jadły węgla z grilla, tudzież nie otwierały szafek cioci Kasi. Fajnie było i owszem, Królik szalał ze swoim najlepszym przyjacielem - "żmiją ogrodową", Oli jadł trawę zagryzając ziemią, A-Chimek drugi raz w życiu marchewkę.

sobota, 19 lipca 2008

Zacznijmy od testu


Królik padł (a właściwie zsunął się po szczebelkach łóżeczka), a Mamut testuje nowego bloga. Który to z kolei blog - wiedzą tylko nieliczni.
Życie Królika zatem czas zacząć
3...2...1