Mała Księżniczka, której Matka tłumaczyła, że nie warto zapraszać śmierci do domu.
Poranny uśmiech Miss D., po długich nocnych rozmowach.
Fismoll & Kari Amirian.
Kawa brazylijska.
"Dzień Dobry wujku Kamilu" - wypowiedziane na baczność przez grupę zwykle rozwścieczonych dzieciaków. (Matka padła i umarła).
Wspólny obiad niedzielny.
Szadko na instagramie.
Sarny i sowy :) w komplecie z M.Bruczkowskim.
Matki praca-niepraca.
Przytulony do Matki Królik.
A glimpse of Amsterdam.
Spotify.
Zaplanowany spacer wieczorny z Tym, który zabija melancholię.
niedziela, 27 października 2013
Rzeczy na dziś bezcenne
wtorek, 22 października 2013
Miasto na "A"
Miasto
jak człowiek. Pełne namiętności, sprzeczności wewnętrznych, oflagowane
wolnością, która może w prosty sposób zawrócić w głowie. Kobiety
wystawiające się jak opakowany w różowy papier towar na wystawie
sklepowej - jedyne 50 euro za 15 min. Zadymione "kawiarnie", które mają
sprawić, że poczujesz się wesoły, zrelaksowany albo "nakręcony". Prorocy
uliczni - głoszący szybkie przyjście Pana. Duży podświetlony napis na
budynku Samaritan's Inn - 'God roept u' (Bóg Cię wzywa) i Jesus loves
you, w zestawieniu z wejściem w najbardziej 'wolnościową' dzielnicę.
Tutaj
sam dokonujesz wyboru. Kim jesteś. Co będziesz robił. Jaki kolor włosów
masz na głowie, jaki hidżab. Do której społeczności się przyłączysz.
Musisz się zdecydować. Nikt za ciebie nie podejmie tej decyzji. Jeśli
wybierzesz źle, nie będziesz miał na kogo zrzucić winy. Proste? Byłoby,
gdyby nie lata świetlne, które wychowały nas w pozornie bezpiecznym,
adecyzyjnym społeczeństwie, z zasadami, twardo zarysowanymi granicami, w
klatce norm, poza które się nie wychodzi, bo tak bezpieczniej. Czy na
pewno?
Miasto,
które po kilku chwilach uważnej obserwacji pozytywnie rozczarowuje
swoją normalnością, spokojem, czystością. Próbuje zachować swoje
"jestem" przed tłumem spragnionych rozrywki turystów i udaje mu się to.
Na przedmieściach, w mieszkaniach z ogromnymi oknami, z widokiem na
mniej uczęszczane uliczki, w doniczkach z wrzosem, lawendą i rozmarynem,
łódkach spokojnie kołyszących się na wodzie. Ludziach idących do pracy,
szkoły. Zręcznie omijających kolorowy tłum, który zostawia tutaj swoje
euro, swój grzech, swoje zasady.
I amsterdam.
... I really am
wtorek, 1 października 2013
Pozytywne wzmocnienie?
Matka posłała Królika w szpony polskiej oświaty. Nie miała innego wyboru, choć pewnie niektórzy chcieliby jej wcisnąć na siłę homeschooling, na który jako kobieta pracująca czasu by nie znalazła. Poza tym, Matka nie jest zwolennikiem edukacji domowej wynikającej z pobudek religijnych. Tak wie, że gender, że agresja, przeludnione klasy, metodycy rodem z wczesnego PRLu w odpowiedzi na współczesne problemy rozwojowe i społeczne.
Królik trafił na cudną panią, która trafiła na jeszcze lepszą klasę. Tylko trójka, no może czwórka dzieci nadpobudliwych i dających upust swojej energii w niewłaściwy sposób. Dlaczego jednak Matka odnosi wrażenie, że tak piękna, mała, cicha szkółka przerażona jest dziećmi, które trafiły z Królikiem do klasy? Czyżby pojęcie "niegrzeczności" nie mieściło się w jej idealnych ramach, a dzieci nie dały się wytresować?
Złe zachowanie z czegoś wynika, a każdy przestępca kiedyś chodził do szkoły i miał szansę trafić w niej na człowieka, który z nim porozmawia do skutku. Tymczasem w naszej cichej, przyjemnej szkółce przyszły przestępca utwierdza się w przekonaniu, że żaden inny los nie jest mu pisany. Jeśli bije, będzie bił dalej. Jeśli nie słucha, dalej nie będzie słuchał. Jeśli jest niegrzeczny to już taki zostanie - bo człowieka trudno zmienić. Właśnie, człowieka, a co z zachowaniem?
Dlaczego naszym pedagogom tak trudno powiedzieć: "Źle wybrałeś, ale to można zmienić?". Dlaczego ludziom ciężko oddzielić człowieka od zachowania, grzesznika od grzechu? Matka nie ma zgody na negatywizm. Nie popiera szkolnej przestępczości, ale wie, że dla każdego jest szansa, żeby zawrócić, sęk w tym, żeby pokazać jak.
Matce ktoś kiedyś pokazał jak zawracać i dokonywać dobrych wyborów. Nie zawsze się udaje, ale jest wyjście.
Królik trafił na cudną panią, która trafiła na jeszcze lepszą klasę. Tylko trójka, no może czwórka dzieci nadpobudliwych i dających upust swojej energii w niewłaściwy sposób. Dlaczego jednak Matka odnosi wrażenie, że tak piękna, mała, cicha szkółka przerażona jest dziećmi, które trafiły z Królikiem do klasy? Czyżby pojęcie "niegrzeczności" nie mieściło się w jej idealnych ramach, a dzieci nie dały się wytresować?
Złe zachowanie z czegoś wynika, a każdy przestępca kiedyś chodził do szkoły i miał szansę trafić w niej na człowieka, który z nim porozmawia do skutku. Tymczasem w naszej cichej, przyjemnej szkółce przyszły przestępca utwierdza się w przekonaniu, że żaden inny los nie jest mu pisany. Jeśli bije, będzie bił dalej. Jeśli nie słucha, dalej nie będzie słuchał. Jeśli jest niegrzeczny to już taki zostanie - bo człowieka trudno zmienić. Właśnie, człowieka, a co z zachowaniem?
Dlaczego naszym pedagogom tak trudno powiedzieć: "Źle wybrałeś, ale to można zmienić?". Dlaczego ludziom ciężko oddzielić człowieka od zachowania, grzesznika od grzechu? Matka nie ma zgody na negatywizm. Nie popiera szkolnej przestępczości, ale wie, że dla każdego jest szansa, żeby zawrócić, sęk w tym, żeby pokazać jak.
Matce ktoś kiedyś pokazał jak zawracać i dokonywać dobrych wyborów. Nie zawsze się udaje, ale jest wyjście.
Subskrybuj:
Posty (Atom)