czwartek, 11 grudnia 2014

Życie

Jak się człowiek, Matka znaczy, usamodzielniła to nagle czas jej się skurczył do rozmiarów szybkiego wieczora pt. pranie, lekcje, zmywanie, okupacja kompa przez Królika. (Mhm, teraz pisze na telefonie, można).
Szczerze mówiąc wyjście spod "kościołowego" klosza dało Matce popalić równo. Świat zaskoczył ją perfidnością, wyrachowaniem, zdradą, kłamstwem i wszystkim co "najlepsze". Miasto odarło z marzeń, że można zarobić na chleb będąc humanistą, a życie nawet nie zaskoczyło przewidywalnoscią ludzkich zachowań.
Wniosek jest jeden i nawet pozytywny, im więcej zainwestujesz, tym większe masz prawdopodobieństwo, że coś z tego wyciągniesz.
Prawdopodobieństwo jest tu jednak słowem kluczem.

niedziela, 5 października 2014

Matka jest...chyba

Mhm, nie było Matki, bo zbyt dużo kontrowersji się wokół niej narobiło. Nadszedł jednak czas (który nomen omen spowodował Krass swoim "Co słychać" zupełnie szczerym) na próbę powrotu.

Po pierwsze, bo do wszelkiego tekstowego bycia daleko Matce w ostatnich miesiącach. Mało tego - zagnieździł się w niej wtórny "antystylistycyzm" (taki matkowy neologizm). Przebicie myśli na słowo niesie ze sobą zbyt dużo wysiłku, co znaczy, że Matka się cofnęła w rozwoju.

Po drugie, może jak Matka zaznaczy obecność w miejscach znanych, nie będzie musiała odpowiadać półzdaniami, w ciągu nie-normalnego tygodnia pracy, że żyje i jest ok, ale żeby fruwała ze szczęścia pod sufitem, to raczej niekoniecznie.

Po trzecie, ponoć kiedy pracuje się w fabryce z Matki charakterem, powinno się pochylić nieco nad pragnacą zadaniowej wolności częścią duszy, gdzie zegar nie krzyczy: "Spóźniłaaaaś się dwieee sekundy!!!".

czwartek, 3 kwietnia 2014

Przystanek zawodowy

Matka od jakiegoś czasu pracuje w nowym miejscu. Równie specyficznym co poprzednie, bo jak twierdzą niektórzy obserwatorzy, do normalnej pracy się nie nadaje. Powiada wam jednak, że znalezienie pracy, po nastu latach w dość osobliwej branży jest albo cudem, albo niezaprzeczalnym świadectwem tego, że gdzie diabeł nie może tam...no właśnie.
Znalezienie pracy w przeciągu 1,5 m-ca z przysłowiowym nożem na gardle było prawdziwym wyzwaniem, kosztującym Matkę kilka nieprzespanych nocy, kreatywnie spędzonych nad takim konstruowaniem ofert (tzw. listów motywacyjnych i cv), które nie ujawniałby zbyt wiele drażniących szczegółów.

Koniec końców Matka ma szczęśliwy przystanek zawodowy w bardzo osobliwym, żeby nie powiedzieć hipsterskim miejscu, zwanym Baśniowym Biurem. Specyfika pracy mocno teatralna z tą różnicą, że każdy wie, że to teatr i nie udaje, że ma to coś wspólnego z normalnym życiem. Nic tutaj nie jest normalne, ale każdy się na to godzi z pełną świadomością, podpisując umowę, w której nie jest wszakże zapisane w jakiej formie zostanie wypłacona pensja. Czy to ważne jednak? Tak proszę Państwa. Jeszcze do wczoraj, kiedy koleżanka z biura zafascynowana chwaliła się swoją nową sakiewką (!) w panterkę, Matka nie rozumiała jej ekscytacji. Zrozumiała, po wypłacie w bilonie o nominale 5 zł. i dziś idzie sobie zakupić woreczek na pieniążki.

piątek, 7 lutego 2014

Update

Zawieszenie Matki na jakiś miesiąc wcale nie oznacza, że jej tu nie ma. Myśli o Was drodzy czytacze zawsze ciepło i uśmiechem, którego ponoć ostatnio trochę mniej na matkowym licu. 

Jak się Matka ogarnie zawodowo, znajdzie czas na kolejną polemikę, krótkie recenzje życia codziennego, książek, relacji i innych drobnostek. Chwilowo jednak, życie Matki obfituje w nadmiar komputera czyt. poranne aplikowanie do firm różnych, przedpołudniowe domykanie obowiązków w pracy, popołudniowe ogarnianie domu, wieczorne i nocne zamykanie ogólnopolskiego projektu, który Matkę "zabił czasowo", ale już wkrótce finalizuje się cudem, albo raczej dobrą wolą ludzi, którzy jeszcze chcą i mają siłę pracować przy nim non profit (!) ufając dzielnie, że zapłata obfita czeka na nich w niebie.