piątek, 22 października 2010

Idzie lasem Pani jesień

Tą piosenkę zapewne niejeden z Was pamięta z przedszkola, albo z pierwszych klas szkoły podstawowej. Ja i Karolina pamiętamy ją też z zajęć na studiach :) bardzo nieładnie również przerobioną na Panią Wiosnę, która była radosna z wiadomych sobie powodów (na tego bloga się to nie nadaje niestety - cenzura Matki Królika).
No ale, ja przecież nie o tym chciałam.
Jesień mili Państwo, zawraca mi w głowie masakrycznie. Na pracy papierkowej trudno się skupić, myślami jestem gdzieś w lesie, albo przy oknie w kuchni Elfindale. Do ucha R.Siemianowski czyta mi fragmenty "Powrotu Króla" - czyta, bo jak słusznie zauważyła pewna bliska mi osoba, czytając samodzielnie książkę na ulicy można się zabić. Zatem słucham sobie i odlatuję gdzieś, gdzie wszystko jest dobre lub złe, czarne albo białe, a wokół tańczą sobie kolorowe liście i jest tak bardzo inaczej od tego, co było jeszcze rok temu.
Życzę miłej jesieni.

poniedziałek, 11 października 2010

Jesus loves me! This I know!

Jeśli Twoje trzyletnie dziecko przyjdzie z przedszkola do domu i zapyta Cię, co to jest Biblia i skąd ona wie, że Jezus nas kocha - to z pewnością chodzi do jednej grupy z Królikiem. Matka Królika nie była świadoma, że jej dziecię w przedszkolu robi koncerty szkółkowych piosenek: "Jezus kocha mnie to wiem, bo Biblia mówi mi..." - śpiewa, albo "Hip, hip, hurra, Alleluja"
Królik w przedszkolu ma również język angielski. Co śpiewa na angielskim? Szamirska będzie wiedzieć, bo miała próbki u siebie w domu: "Alive, Alive, Alive For Evermore. My Jesus is alive, alive for ever more" :)


sobota, 9 października 2010

Sobotnio

Wędruję sobotnio pomiędzy straganami pełnymi kolorowych warzyw i owoców. Później zaglądam co słychać u dalekobliskich - Zielonookiej i Noemi. Rosół w kuchni gotuje się właściwie sam, więc spokojnie mogę potrzymać w modlitwach większe dzieciaki, które spotykają się dziś o 15.30.
Jesień otwiera czasem drzwi do tych zakamarków Matki Królika, które ukrywają sprawy drobiazgowe i mało ważne. Sprawy, o których rozmawia się przy zielonej, jaśminowej herbacie. Dlatego też dziś właśnie Matka Królika pozdrawia tych wszystkich, dla których drobiazgi serca i myśli są istotne. Ot tak, choć raz melancholijnie.

piątek, 8 października 2010

Po odlotach

Matka z Królikiem wróciła z śródwakacji zmęczona własnymi przygodami zdrowotnymi. "Nie tak sobie to wyobrażałam" - stwierdziła Shamirska w przedostatnim dniu mojego pobytu w Krowie (tak określił nazwę miasta Królik). Ja również więcej spodziewałam się po swoim własnym organizmie, no ale cóż. Okazuje się, ze w przeważającej ilości przypadków nasze oczekiwania zderzają się boleśnie z rzeczywistością i sęk w tym, żeby wtedy nie dać się zwariować.
Tak czy inaczej przez tych kilka dni doświadczyłam tak wielu skrajnych uczuć, od galopującej tęsknoty, przez nadmiar szczęścia podczas wieczornych rozmów i spacerów przesiąkniętych spokojem, aż do bezradności połączonej z dręczącą ciekawością jak przeciętny Anglik poradziłby sobie finansowo, gdyby ceny w sklepach pomnożyć mu cztery razy, a zarobki pozostawić na tym samym poziomie :)
Wniosek nasuwa się sam - POLAK POTRAFI!

W tym miejscu wraz z Królikiem pragniemy złożyć najserdeczniejsze podziękowania, za opiekę nad nami, znoszenie naszych humorów, dokarmianie nas, wożenie niebieskim hamochodem i traktowanie jak VIPów, choć wcale sobie na to nie zasłużyliśmy.
Dzięeeeekuuuujeeemyyyy!