poniedziałek, 26 lipca 2010

Oczyszczenie

Matka Królika odwiedziła dziś kogoś, z kim nie rozmawiała tak naprawdę od siedmiu lat. Od tego czasu zmieniło się wiele, ale Bóg pozostał ten sam. Nasza szczerość jednak pozwoliła Mu działać mocniej i głębiej.
Stare sprawy przestają być tak bolesne, kiedy wypowiada się je ustami drugiej osoby i wspólnie przynosi do Boga.

No dobra, a teraz proza życia. Tam był pies i mam nadzieję, że Królik przeżyje dzisiejszy dzień bez zwiększonej dawki leków, choć stopień zatkania nosa jest w skali 1-10 na 7.

I jeszcze jedno. Czy ktoś jeszcze oprócz mnie ma niezdrowy stosunek do Dr Housa? :P

poniedziałek, 19 lipca 2010

Myśli Matki Królika

Młodzi ludzie pozwalają mi patrzeć na świat z innej perspektywy. Od wielu lat obserwuję ich, uczę się nowych rzeczy, zawiązuję nowe przyjaźnie i modlę się bardzo, aby młodość wewnętrzna w nich pozostała. Czasem zdaje mi się, że oni więcej kochają, więcej przebaczają, są czytelni. Tak, ich Matka Królika się nie boi, bo nawet jeśli kłamią - robią to w sposób tak nieudolny, że zaraz muszą się do tego przyznać.

A teraz uwaga, cytat (dla niektórych już znany) dedykowany wszystkim młodziakom kochanym od 12 do 23 i więcej, jeśli tylko się w tym odnajdują.

"Nie starzeję się z nimi, a ich wciąż przybywa. Nie są obłudni, nie noszą maski, chętnie się modlą i zawsze są blisko. Nie potrafią rozgrywać, nie tworzą pozorów, martwią ich rzeczy proste i czas tracą dla zwykłych rozmów. Są biedni bogactwem swoich rodziców, wierzą w zbawienie milionów". /LML/

poniedziałek, 12 lipca 2010

I stworzył Bóg warzywa

O tak. To był genialny projekt. Lato - sezon, w którym pomimo upałów Matka Królika odżywa, albo raczej odżywia się w sposób dla niej najwspanialszy na świecie. Kalafiory, brokuły, cukinia, papryka i młoda cebula. Do tego zioła, najlepiej z własnego ogródka, który nieco przysechł i nic więcej nie potrzeba.
Zachwycam się tak, bo właśnie zgrillowałam cukinię z cebulką, odrobiną oliwy z oliwek i czubrycą zakupioną nad niebieskim Morzem Czarnym - zdecydowanie polecam, nawet jeśli nie ma czubrycy :). Można pomieszać sól, pieprz, czosnek i curry. Smacznego.

PS. Post ze szczególną dedykacją dla wujka Tanatosia ;)

niedziela, 11 lipca 2010

Powrót do domu

Moja kuzynka zwykła miewać taki opis: "Obudziło się we mnie dzikie zwierzę... obawiam się jednak, że to leniwiec". Jakże adekwatnie brzmi to w mojej sytuacji.
Powrót do domu wzbudza we mnie ambiwalentne uczucia. Z jednej strony radość, ze zobaczę ludzi za którymi tęskniłam (choć nie wszystkich, bo z niektórymi chyba się rozminęłam), z drugiej rzeczywistość piorąco, sprzątająco, gotująca - czyli codzienność od której odwykłam. Znów będę modlić się jednocześnie prasując i wycierając kurze, a nie patrząc na morze czarne, które tak naprawdę jest niebieskie.
Odkryciem sezonu jednak było to, że Królik nasz osobisty nie przywykł do rodziców, którzy siedzą i nic nie robią. Zatem na wyjeździe w związku z powyższym dostawał świra, dziczki i pomieszania. Zawsze widzi nas przy jakichś obowiązkach, a tam... próbowaliśmy leżeć na leżaczkach popijając napoje zimne, skądinąd lepsze niż rodowite polskie, bo lżejsze ;).
Tak czy inaczej, tak jak pisałam na fejsbuku deszcz dopadł nas i tam, gdzie zwykle o tej porze go nie ma. Chrześcijanie w przesądy nie wierzą, ale już nikt nie chce z nami na wakacje jeździć :). Ciekawe dlaczego?