niedziela, 11 lipca 2010

Powrót do domu

Moja kuzynka zwykła miewać taki opis: "Obudziło się we mnie dzikie zwierzę... obawiam się jednak, że to leniwiec". Jakże adekwatnie brzmi to w mojej sytuacji.
Powrót do domu wzbudza we mnie ambiwalentne uczucia. Z jednej strony radość, ze zobaczę ludzi za którymi tęskniłam (choć nie wszystkich, bo z niektórymi chyba się rozminęłam), z drugiej rzeczywistość piorąco, sprzątająco, gotująca - czyli codzienność od której odwykłam. Znów będę modlić się jednocześnie prasując i wycierając kurze, a nie patrząc na morze czarne, które tak naprawdę jest niebieskie.
Odkryciem sezonu jednak było to, że Królik nasz osobisty nie przywykł do rodziców, którzy siedzą i nic nie robią. Zatem na wyjeździe w związku z powyższym dostawał świra, dziczki i pomieszania. Zawsze widzi nas przy jakichś obowiązkach, a tam... próbowaliśmy leżeć na leżaczkach popijając napoje zimne, skądinąd lepsze niż rodowite polskie, bo lżejsze ;).
Tak czy inaczej, tak jak pisałam na fejsbuku deszcz dopadł nas i tam, gdzie zwykle o tej porze go nie ma. Chrześcijanie w przesądy nie wierzą, ale już nikt nie chce z nami na wakacje jeździć :). Ciekawe dlaczego?

Brak komentarzy: