Feeria kolorów i emocji - to drugie słowa, które przychodzą mi na myśl po obejrzeniu "Życia Pi". Jednak kiedy wstałam z fotela (z bólem serca, że już koniec, bo było bardzo miło) myśli poddały mi słowo "ładny".
Jeśli spodziewacie się mocno zaawansowanych efektów wizualnych wyjętych z animacji - będzie kilka takich momentów. Ja jednak zatopiłam się w świat, taki jaki jest. Naturę, ludzi, obraz Boskiego stworzenia. Lubię myśleć, a film skłonił mnie do myślenia o tym, jak dziwne i kruche jest ludzkie życie, jak wielką trzeba mieć wolę przetrwania, nie poddawać się mimo warunków więcej niż niesprzyjających i w końcu KTO nam daje siłę do życia pomimo. Czy chcemy wyciągnąć rękę po życie?
Dla konserwatywnych chrześcijan obraz nosi znamiona niekoszerności, że się tak wyrażę. Matka jednak konserwatywna nie jest, co powszechnie wiadomo. Grzesznikiem zbawionym jest, albo zbawianym każdego dnia, kiedy idzie jak linoskoczek.
Podsumowując - obraz piękny, zastanawiający, barwny i spokojny, pomimo obecności dzikiego zwierzęcia. W okularach 3D wchodzi się w świat z kopytami, ja przynajmniej weszłam i co jakiś czas trzeba mnie było do rzeczywistości przywołać. ;)
2 komentarze:
Aż chyba się wybiorę :D
Koniecznie w 3D
Prześlij komentarz