![]() |
Ile się Matka Królika historii nasłuchała pracując tu gdzie pracuje. Ludzie chcąc zarobić w jakże popularnej pracy w naszym łódzkim rejonie jaką jest "żebractwo" mogliby konkurować w konkursach kreatywności. Gdyby tylko praca pisarza bardziej się opłacała - wydaliby setki łzawych powieści takich o "życiu i śmierci".
Po dziesięciu latach Matkę ogarnia już lekka znieczulica. Ostatnio jednakże odwiedził nas pan M. Trzeźwy (!). Poczęstował nas tak wzruszającą historią o tym, ze żona zmarła mu przy porodzie, że wychowuje sam dwójkę córek w tym czteromiesięczną. Przed świętami BN wyrzucili go z pracy, nie ma za co żyć. Skończyły się pampersy (została tetra - pomyślałam, byłby bardziej eko) i mleko dla niemowlaka. Gdybyście widzieli jego determinację i łzy w oczach. Założyliśmy się wręcz, że kiedy damy mu pieniądze na mleko, którego potrzebował OD ZARAZ - zniknie i nie wykorzysta oferowanych możliwości doradctwa zawodowego.
Pieniądze przyjął we łzach zlany i obiecał z ręką na sercu, że za moment wróci, żeby zaprezentować jakie ładne mleko modyfikowane kupił w pobliskim markecie. Zakład przegrałam. Bezrobotny ojciec głodnego dziecka nie wrócił.
Po tym (testowym, ze się tak wyrażę) wydarzeniu wpadliśmy z kolegą D. na dość osobliwy pomysł. Założymy firmę "fundraisingową". Zatrudnimy gościa od mleka nawet na 20% zysku, możemy mu też wskazać społeczności, miejsca i ludzi, od których pozyska środki na tony "pampersów" i "mleka". Sukces gwarantowany.
Jestem wredna bo tak myślę. Jestem głupia bo dałam pieniądze, a powinnam polecieć do sklepu i kupić mu to mleko? Szczerze mówiąc - nie bardzo mi się chciało. Możecie na mnie kląć. Trudno.
Po dziesięciu latach Matkę ogarnia już lekka znieczulica. Ostatnio jednakże odwiedził nas pan M. Trzeźwy (!). Poczęstował nas tak wzruszającą historią o tym, ze żona zmarła mu przy porodzie, że wychowuje sam dwójkę córek w tym czteromiesięczną. Przed świętami BN wyrzucili go z pracy, nie ma za co żyć. Skończyły się pampersy (została tetra - pomyślałam, byłby bardziej eko) i mleko dla niemowlaka. Gdybyście widzieli jego determinację i łzy w oczach. Założyliśmy się wręcz, że kiedy damy mu pieniądze na mleko, którego potrzebował OD ZARAZ - zniknie i nie wykorzysta oferowanych możliwości doradctwa zawodowego.
Pieniądze przyjął we łzach zlany i obiecał z ręką na sercu, że za moment wróci, żeby zaprezentować jakie ładne mleko modyfikowane kupił w pobliskim markecie. Zakład przegrałam. Bezrobotny ojciec głodnego dziecka nie wrócił.
Po tym (testowym, ze się tak wyrażę) wydarzeniu wpadliśmy z kolegą D. na dość osobliwy pomysł. Założymy firmę "fundraisingową". Zatrudnimy gościa od mleka nawet na 20% zysku, możemy mu też wskazać społeczności, miejsca i ludzi, od których pozyska środki na tony "pampersów" i "mleka". Sukces gwarantowany.
Jestem wredna bo tak myślę. Jestem głupia bo dałam pieniądze, a powinnam polecieć do sklepu i kupić mu to mleko? Szczerze mówiąc - nie bardzo mi się chciało. Możecie na mnie kląć. Trudno.

2 komentarze:
Na prawdę, przed tym człowiekiem, to czapki z głów. Na szczęście masz do tego pana numer telefonu. Nie wiem tylko czy przy jego zarobkach nasza oferta nie byłaby zbyt skromna. Jednak jest specjalistą.
daję się nabierać i ja: "pożyczam" na zeszyty, na ćwiczenia, na wyjazd do kina, słyszę obietnice rodzica, że odda, jak tylko weźmie zapomogę, pensję, rentę itp. Potem zwykle taki rodzic nie przychodzi do szkoły, a w następnym roku szkolnym już nie pamięta, że ma dług.
Prześlij komentarz