czwartek, 26 sierpnia 2010

Sto kolorów dnia

Jak mocno trzeba trzymać palce na uwięzi, żeby nie napisać za dużo, wiedzą tylko starzy, rasowi blogerzy zapisujący swe wewnętrzne i zewnętrzne spostrzeżenia od co najmniej 5 lat. Bóg mi świadkiem jak wiele złych rzeczy wydarzyło się w toku mojej przygody z tym osobliwym sposobem komunikacji z resztą świata, nie sposób jednak zapomnieć tych dobrych, które wprowadzały nową jakość do mojego życia. W chwilach najtrudniejszych, kiedy usta można było otworzyć jedynie w modlitwie zawsze znalazł się ktoś, kto nawet z drugiego końca Polski dzwonił, pisał, że też się modli albo zwyczajnie myśli...

Wczorajszy dzień dla Matki Królika był tak różnokolorowy, że trudno było ze spokojem zasnąć. Ktoś podsumował go za mnie dwoma słowami - niedosyt i pauza, a ja dodałabym jeszcze "zmiana planów". Bóg bowiem kilka razy wczoraj odwrócił mnie o 180 stopni, w zupełnie nieoczekiwany przeze mnie sposób.

Sto kolorów dnia pojawiło się w ciągu 24 godzin, ale jego koniec był w barwach flagi Kamerunu :) bo czasem pomyłkowy telefon o dwunastej w nocy(!) też jest czymś czego Bóg użyje, żeby pokazać, przypomnieć, dookreślić to, że jest dobrze.


* Hei ayende alantin ;) AYENDE
** Wbrew podejrzeniom drodzy czytacze powyżej nie jest to ani quenia, ani sindarin, ale przy moim zamiłowaniu do języków nieużytecznych było więcej niż pewne, że znajdę następny, którego brzmienie wpada mi w ucho, a słowa niejednokrotnie określają to, czego nie da się określić w języku polskim bez dwuznaczności.

Się Matka Królika rozpisała :P

Brak komentarzy: