środa, 27 marca 2013

pięć zero

Matka została zmuszona obejrzeć wczorajszy mecz. Dlaczego? Bo ma syna proszę Państwa, który o 21 poszedł spać, a Matka dzielnie za niego patrzyła jak panowie kopią piłkę. Tata Królika zaś piłką nożną interesuje się może w 5%, w związku z tym cały mecz przesiedział przez ekranem komputera, wcale nie po to, żeby czytać komentarze na TT.
 
Rano, jeszcze w pół śnie syn-królik wywołał mnie do odpowiedzi i dzielnie musiałam wyrecytować kto po kolei strzelił gola (Lewandowski-Piszczek-Lewandowski-Teodorczyk-Kosecki? - Królik wybaczy jak się pomyliłam).
 
Generalnie na meczach Matka się nie zna, mimo tego, że jako dziecko wrzucona była w towarzystwo mocno tym sportem zainteresowane. Podobały się jej panie z pomponami, dzieci wprowadzające piłkarzy, żółta piłka, A.Boruc (a jakże) oraz tłiterowe komentarze panów Serafina i Żyżyńskiego.
 
Podsumowując, Matka zdała sobie sprawę, że siedziała przed tv w składzie Łódź-Janowice wielkie-Düsseldorf, co niewątpliwie miało swój urok.

Brak komentarzy: