Matka wróciła do swojej kolorowej (wcale nie szarej) łódzkiej rzeczywistości. Dwa dni we Wrocławiu naładowały jej głowę myślami i emocjami do przelewu. Od pociągu, poprzez tramwaje na autobusie kończąc było rewelacyjnie, pozytywnie, zimno, słonecznie i tak odrobinę na granicy szaleństwa. Z Anneke i Maroon 5 na uszach, tańcząc w środkach komunikacji miejskiej, na przystankach, pętlach i chodnikach, z myślami gdzieś na styku nieba i ziemi. Każda godzina była pełna inspiracji ludzkimi charakterami na podstawie których z pasją można by tworzyć kolejne rozdziały książek. Charakterami (Matka ma na myśli jeden konkretny), które w swojej postawie mogą zawstydzić całą rzeszę zdeklarowanych chrześcijan, codziennie pytających siebie: "What Would Jesus Do?" - na pytaniu zaczynając i jednoczesnie kończąc. Matka w związku z powyższym trwa w nieustającym szoku.
Jak widać zbyt wiele do szczęścia mi nie potrzeba. Jedynie wyrwanie z koła codziennych obowiązków i pobycie wewnętrznym człowiekiem na zewnątrz, ze wszystkimi jego wadami, słabościami. Królik zaś miał się na tyle dobrze, że serce Matki pozostało na swoim miejscu nie rozdzierając się pomiędzy Polską Centralną a Dolnym Śląskiem.
Czytaczy moich kochanych pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt Bożego Narodzenia :)

2 komentarze:
Pozdrawiam również :)
Matka i Ojciec Królika zawsze będą mile widziani we Wrocławiu.
Prześlij komentarz