Spotkania ze szczególnymi mamami są jednak miłe i bardzo królikowe. Najbardziej wtedy, kiedy atmosfera jest niezobowiązująca i niekontrolowana. Myślę, że to dlatego, że mamy te są wyjątkowe i tak bardzo różne. Z upodobaniem mogę na nie patrzeć i słuchać ich rozmów o fryzjerach, pracy, studiach i Bożej ingerencji w nasze życie.
wtorek, 30 marca 2010
niedziela, 28 marca 2010
Królik też lubi Teda

Królik lubi oglądać ze mną ilustracje Nasmitha. "Ja bym tam chciał być" - mówi. No cóż, ale od czego jest fantazja, jak to śpiewają Fasolki (chyba) w pewnej piosence :).
Bo fantazja, fantazja,
bo fantazja jest od tego,
aby bawić się, aby bawić się,
aby bawić się na całego...
Albo popłynąć białym statkiem do Valinoru.
sobota, 27 marca 2010
Sobota
An acoustic night at the theatre słucham sobie bardzo niepoprawnie, a Królik kąpie swoje samochody w zlewie kuchennym i co chwila słychać:
- A mucha to gryzie? A co gryzie? Komar gryzie, czy pscoła? A co słuchas? Ju tu? A jak śpiewa ju tu? Noł noł lajn on e holajzon... A mogę nalać wody? A kiedy przyjdzie Olinek? A on będzie dotykał mojego jeździka! I ja się zdenerwuję!
Czekamy razem na jedną z ostatnich sobót z Olinkiem. Jak znam życie chłopaki będą się wściekać, a my będziemy nieżywe. Cóż takie życie samotnych sobotnich matek.
A wczoraj. Wczoraj drodzy Państwo odbyłam swoją pierwszą motorową wycieczkę i lans po mieście na garencjuszowym jednośladzie. Po poczynionych obserwacjach stwierdzam, że motor mnie relaksuje i usypia, w związku z tym Gary stwierdził, że trzeba mnie wiązać w chustę jak niemowlaka, żebym zasypiając nie spadła.
- A mucha to gryzie? A co gryzie? Komar gryzie, czy pscoła? A co słuchas? Ju tu? A jak śpiewa ju tu? Noł noł lajn on e holajzon... A mogę nalać wody? A kiedy przyjdzie Olinek? A on będzie dotykał mojego jeździka! I ja się zdenerwuję!
Czekamy razem na jedną z ostatnich sobót z Olinkiem. Jak znam życie chłopaki będą się wściekać, a my będziemy nieżywe. Cóż takie życie samotnych sobotnich matek.
A wczoraj. Wczoraj drodzy Państwo odbyłam swoją pierwszą motorową wycieczkę i lans po mieście na garencjuszowym jednośladzie. Po poczynionych obserwacjach stwierdzam, że motor mnie relaksuje i usypia, w związku z tym Gary stwierdził, że trzeba mnie wiązać w chustę jak niemowlaka, żebym zasypiając nie spadła.
środa, 24 marca 2010
Od mycia włosów do inspiracji
Czasem umycie włosów szamponem miłej osoby rozjaśnia nieco umysł. Stało się tak i dziś rano, postanowiłam zatem połączyć przyjemne z pożytecznym, a szampon zaiste dobrze zadziałał. A może to kawa, z wody podgrzanej w rondelku (bo przecież czajnik zepsuty), albo szybka wizyta Lil' Tinuviel - jak zwykłam nazywać naszą kochaną Bozię, której ręce leczą mięśniowe napięcia... Sama nie wiem. Faktem jednak jest, że niezwykłość zwykłych chwil poskładała dziś dla mnie piękny dzień, na koniec którego mogłam przekazać Bożą inspirację, pewnemu młodemu, bardzo kochanemu przez mnie człowiekowi. Jeśli miałabym za coś Bogu podziękować, to za brak ciepłej wody, który stał się dla mnie dziś błogosławieństwem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)