sobota, 7 marca 2015

Bo Whiplash

No dobra, dalej Matki nie ma, ale to zdaje się być logiczne w przypadku, kiedy człowiek przychodzi z pracy wyssany do granic możliwości, jedyne czym chciałby się podzielić z publiką to: "%$*)^*^&%$" - co symbolizuje niecenzuralny wyraz emocji. Na starość Matka napisze książkę o urokach sprzedaży. Wniosek - gdyby w poprzedniej pracy Matka zajmowała się tylko i wyłącznie tym co teraz, miesięczny ludzki przyrost byłby na poziomie 10% jak nic. Kościoły powinny się poważnie zastanowić nad opcją telemarketingu.

Secundo, choć primo w zasadzie nie było. Whiplash. Miss D. długo zachęcała do obejrzenia, ale mało przekonywujący trailer zwiastujący obraz nauczycielskiej przemocy nie działał na Matkę zachęcająco. Fakt, mordobicie było, krew się lała, ale sam film wywołał po pierwsze sporo emocji, a po drugie niekontrolowane tupanie nóżką i rączką. Zachęcam do obejrzenia jeśli chcecie zobaczyć jak bardzo człowiek jest w stanie przekroczyć własne i czyjeś granice, żeby dojść do celu. Zastanawiające, chyba przerażające, ale jednak dające wiele do myślenia każdemu, kto w drodze do celu myśli sobie "Kuuuuuurde już nie mogę...". 
Żeby osiągnąć sukces trzeba zdecydowanie lubić to co się robi, wtedy można wszystko, nawet jak jest się zmęczonym do krwi.

czwartek, 11 grudnia 2014

Życie

Jak się człowiek, Matka znaczy, usamodzielniła to nagle czas jej się skurczył do rozmiarów szybkiego wieczora pt. pranie, lekcje, zmywanie, okupacja kompa przez Królika. (Mhm, teraz pisze na telefonie, można).
Szczerze mówiąc wyjście spod "kościołowego" klosza dało Matce popalić równo. Świat zaskoczył ją perfidnością, wyrachowaniem, zdradą, kłamstwem i wszystkim co "najlepsze". Miasto odarło z marzeń, że można zarobić na chleb będąc humanistą, a życie nawet nie zaskoczyło przewidywalnoscią ludzkich zachowań.
Wniosek jest jeden i nawet pozytywny, im więcej zainwestujesz, tym większe masz prawdopodobieństwo, że coś z tego wyciągniesz.
Prawdopodobieństwo jest tu jednak słowem kluczem.

niedziela, 5 października 2014

Matka jest...chyba

Mhm, nie było Matki, bo zbyt dużo kontrowersji się wokół niej narobiło. Nadszedł jednak czas (który nomen omen spowodował Krass swoim "Co słychać" zupełnie szczerym) na próbę powrotu.

Po pierwsze, bo do wszelkiego tekstowego bycia daleko Matce w ostatnich miesiącach. Mało tego - zagnieździł się w niej wtórny "antystylistycyzm" (taki matkowy neologizm). Przebicie myśli na słowo niesie ze sobą zbyt dużo wysiłku, co znaczy, że Matka się cofnęła w rozwoju.

Po drugie, może jak Matka zaznaczy obecność w miejscach znanych, nie będzie musiała odpowiadać półzdaniami, w ciągu nie-normalnego tygodnia pracy, że żyje i jest ok, ale żeby fruwała ze szczęścia pod sufitem, to raczej niekoniecznie.

Po trzecie, ponoć kiedy pracuje się w fabryce z Matki charakterem, powinno się pochylić nieco nad pragnacą zadaniowej wolności częścią duszy, gdzie zegar nie krzyczy: "Spóźniłaaaaś się dwieee sekundy!!!".

czwartek, 3 kwietnia 2014

Przystanek zawodowy

Matka od jakiegoś czasu pracuje w nowym miejscu. Równie specyficznym co poprzednie, bo jak twierdzą niektórzy obserwatorzy, do normalnej pracy się nie nadaje. Powiada wam jednak, że znalezienie pracy, po nastu latach w dość osobliwej branży jest albo cudem, albo niezaprzeczalnym świadectwem tego, że gdzie diabeł nie może tam...no właśnie.
Znalezienie pracy w przeciągu 1,5 m-ca z przysłowiowym nożem na gardle było prawdziwym wyzwaniem, kosztującym Matkę kilka nieprzespanych nocy, kreatywnie spędzonych nad takim konstruowaniem ofert (tzw. listów motywacyjnych i cv), które nie ujawniałby zbyt wiele drażniących szczegółów.

Koniec końców Matka ma szczęśliwy przystanek zawodowy w bardzo osobliwym, żeby nie powiedzieć hipsterskim miejscu, zwanym Baśniowym Biurem. Specyfika pracy mocno teatralna z tą różnicą, że każdy wie, że to teatr i nie udaje, że ma to coś wspólnego z normalnym życiem. Nic tutaj nie jest normalne, ale każdy się na to godzi z pełną świadomością, podpisując umowę, w której nie jest wszakże zapisane w jakiej formie zostanie wypłacona pensja. Czy to ważne jednak? Tak proszę Państwa. Jeszcze do wczoraj, kiedy koleżanka z biura zafascynowana chwaliła się swoją nową sakiewką (!) w panterkę, Matka nie rozumiała jej ekscytacji. Zrozumiała, po wypłacie w bilonie o nominale 5 zł. i dziś idzie sobie zakupić woreczek na pieniążki.