O inne dzieci modliłam się, żeby znalazły spokojny kąt w Narnii. Z dnia na dzień bowiem zdaję sobie sprawę, że to nie nasza Narnia, ale Boża, nie muszę się zatem o nic martwić, nic robić na siłę, ale wszystko tak jak potrafię najlepiej (choć w istocie nie potrafię).
Wciąż mam w pamięci to, jak zostali nam przysłani ludzie do pomalowania korytarza - spadli nam właściwie z nieba jakby w ponad naturalny sposób.

Nie musiałam stawać na rzęsach, żeby namówić ich do tego - po prostu, wzięli i zrobili. Nie byli odpowiedzią na moją usilną modlitwę, ale jedynie na ciche westchnięcie.
A to Dzieci Narnii:
1 komentarz:
Cudownie!!!:) Bóg poraz kolejny pokazuje mi, że troszczy się o wszystko!!!
Prześlij komentarz