Sobota. Krótka poranna wymiana zdań z T. uświadamiająca mi moją zołzowatość. Szybkie, smsowe "Dzień Dobry" ze zwariowanym El' i nieśpieszne śniadanie + kawa/herbata z Miss D., która pokazuje Matce, że warto rozmawiać i żyć po prostu.
Sobota. Generalnie osobisty szabat, a jednak gdzieś tam jednak z tyłu głowy ludzie (jw), których kochać jest łatwo. Przedpołudniowe zakupy z Little Star - dające poczucie, że nie trzeba mieć prawdziwej rodziny, żeby doświadczać tego, że ma się siostrę, z którą można wspólnie kupować jabłka i papierowe ręczniki.
Sobota. To dziś Matka zapadnie się bezwstydnie w książkę, która już stygnie i nabiera mocy. Będzie dzielić jeszcze świeże myśli przyjaciółki zza morza, która dopiero co skończyła ją czytać. Taka wymiana warta jest niedomytej podłogi, obiadu gotowanego na raty i poświęcenia wieczornego wyjścia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz