sobota, 30 marca 2013

He is risen!

Kochani Moi,

Z bloxa, bloggera, twittera, fejsbuka, rssów, rzeczywistości, nierzeczywistości, komunikatorów, Europy, Ameryki idt.
Wczoraj mój hipsterski pastor (sic! - nareszcie znalazłam słowo na jego wieczne wspak do ogólnych trendów) ogłosił publicznie, że kochać należy i mało tego - to nic złego, a nawet właściwego. To dobrze - wplótł się niejako w Matki myśli, które jakoś tak skore do kochania się zrobiły.

Nie wiem czy wierzycie i jak wierzycie - faktem jednak jest, że dni wolne od pracy macie. Dlaczego? Może obchodzicie święta Pesach, a może świętujecie Zmartwychwstanie Jezusa, albo zwyczajnie korzystacie z dni ustawowo wolnych od pracy. 

Ja - Matka Królika zdecydowanie zamyślam się nad tym drugim, choć chętnie z ciekawości celebrowałabym też to pierwsze. Przystaję na moment, poza religią (!), poza tradycją, żeby podziękować Temu Który Jest za to, kim ja jestem i po co jestem, za to, że kocha mnie taką jaką jestem - zołzę, pełną błędów, zawieszoną pomiędzy realnością i marzeniami, nieudolną  matkę. Podziękować, za to, że kocha Was - nawet jeśli wszyscy wokół mówią inaczej, bo świat  wygląda źle, a życie nie jest takie jak powinno być...

Dobrych dni czytacze. W zatrzymaniu się nad historią sprzed ponad 2000 lat, która trwa nadal. 

Matka Królika

środa, 27 marca 2013

pięć zero

Matka została zmuszona obejrzeć wczorajszy mecz. Dlaczego? Bo ma syna proszę Państwa, który o 21 poszedł spać, a Matka dzielnie za niego patrzyła jak panowie kopią piłkę. Tata Królika zaś piłką nożną interesuje się może w 5%, w związku z tym cały mecz przesiedział przez ekranem komputera, wcale nie po to, żeby czytać komentarze na TT.
 
Rano, jeszcze w pół śnie syn-królik wywołał mnie do odpowiedzi i dzielnie musiałam wyrecytować kto po kolei strzelił gola (Lewandowski-Piszczek-Lewandowski-Teodorczyk-Kosecki? - Królik wybaczy jak się pomyliłam).
 
Generalnie na meczach Matka się nie zna, mimo tego, że jako dziecko wrzucona była w towarzystwo mocno tym sportem zainteresowane. Podobały się jej panie z pomponami, dzieci wprowadzające piłkarzy, żółta piłka, A.Boruc (a jakże) oraz tłiterowe komentarze panów Serafina i Żyżyńskiego.
 
Podsumowując, Matka zdała sobie sprawę, że siedziała przed tv w składzie Łódź-Janowice wielkie-Düsseldorf, co niewątpliwie miało swój urok.

wtorek, 26 marca 2013

Znalezione, nie kradzione

Lubię napić się grzanego wina z bakaliami w herbaciarni „Dwa Księżyce”
Lubię słuchać o czym szumią drzewa
Lubię być zgryźliwa, kiedy mocno kocham, a raczej muszę ze względu na nieumiejętność wyrażenia w słowach mówionych tego co myślę
Lubię kiedy ci, którzy nie zwykli byli tego robić głośno się modlą
Lubię zapach jaśminu, sosny, pomarańczy i goździków
Lubię robić z siebie wariata, niekoniecznie zaś toleruję gdy ktoś ze mnie go robi
Lubię się wypisywać i czytać myśli innych
Lubię spoglądać na żółte kwiaty
Lubię wąchać świeży atrament z pióra
Lubię zostawiać listy tym, których kocham zachłannie
Lubię głaskać po głowie T.
Lubię bose stopy Estelka*
Lubię pomilczeć po dwóch stronach stołu
Lubię myśleć o niebie
Lubię kiedy dzieci są dziećmi
Lubię oddychać wolnością
Lubię być obok 
I lubię też rysować na esspreso, na pojedynczych kartkach i na bardzo ważnych notatkach tych, z którymi pracuję

Napisałam w 2008 roku i nic (prawie) się nie zmieniło

*O Królika oczywiście chodziło, który w różnych rzeczywistościach nosi różne imię

niedziela, 24 marca 2013

Na wylocie z Wrocławia na gorąco

Matka wróciła do swojej kolorowej (wcale nie szarej) łódzkiej rzeczywistości. Dwa dni we Wrocławiu naładowały jej głowę myślami i emocjami do przelewu. Od pociągu, poprzez tramwaje na autobusie kończąc było rewelacyjnie, pozytywnie, zimno, słonecznie i tak odrobinę na granicy szaleństwa. Z Anneke i Maroon 5 na uszach, tańcząc w środkach komunikacji miejskiej, na przystankach, pętlach i chodnikach, z myślami gdzieś na styku nieba i ziemi. Każda godzina była pełna inspiracji ludzkimi charakterami na podstawie których z pasją można by tworzyć kolejne rozdziały książek. Charakterami (Matka ma na myśli jeden konkretny), które w swojej postawie mogą zawstydzić całą rzeszę zdeklarowanych chrześcijan, codziennie pytających siebie: "What Would Jesus Do?" - na pytaniu zaczynając i jednoczesnie kończąc. Matka w związku z powyższym trwa w nieustającym szoku.

Jak widać zbyt wiele do szczęścia mi nie potrzeba. Jedynie wyrwanie z koła codziennych obowiązków i pobycie wewnętrznym człowiekiem na zewnątrz, ze wszystkimi jego wadami, słabościami. Królik zaś miał się na tyle dobrze, że serce Matki pozostało na swoim miejscu nie rozdzierając się pomiędzy Polską Centralną a Dolnym Śląskiem.

Czytaczy moich kochanych pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt Bożego Narodzenia :)