wtorek, 27 stycznia 2009

Przesłuchanie czy pomoc doraźna?

Zaniepokojona okrutnymi dreszczami Królika, ogólną zmarzliną oraz glutem, który dusił pojechałam w nocy do tzw. PD (pomocy doraźnej) pomodliwszy się uprzednio. Na tyle moja wiara wszak nie jest wielka, żeby nie sprawdzić u lekarza co się dzieje - stetoskopu w domu nie mam :)
Na pogotowiu pani lekarz L. zafundowała mi specjalistyczne przesłuchanie, w którym zapędziła mnie w kozi róg wyciągając na wierzch moją winę: "Jak to możliwie, że nie poszłam z dzieckiem do lekarza, kiedy miał jedynie katar". Co jeszcze usłyszałam, ku pocieszeniu i uspokojeniu mojego matczynego serca:
- że to mogły być drgawki a nie dreszcze i trzeba będzie Królika położyć w szpitalu, zrobić EEG, zbadać u okulisty i generalnie zostawić na obserwacji,
- że to może być wirusowe zapalenie płuc
- że antybiotyk trzeba dać chociażby ze strachu

Żeby upewnić się, że z Królikiem dobrze jest, poszłam do mojej pani lekarz K. z samego rana, która obejrzała kartę z pomocy doraźnej, obejrzała Królika i orzekła, że jeśli do jutra Królikowi temperatura opadnie, będzie ok bez antybiotyku.

Życzyłabym sobie nie musieć już więcej korzystać z jakiejkolwiek pomocy doraźnej czy pogotowia, z każdym mam wspomnienia mało miłe, od borowania bolącego zęba przy disco polo, przez zagipsowanie zdrowej nogi na przesłuchaniu u pediatry kończąc.

Brak komentarzy: