piątek, 8 października 2010

Po odlotach

Matka z Królikiem wróciła z śródwakacji zmęczona własnymi przygodami zdrowotnymi. "Nie tak sobie to wyobrażałam" - stwierdziła Shamirska w przedostatnim dniu mojego pobytu w Krowie (tak określił nazwę miasta Królik). Ja również więcej spodziewałam się po swoim własnym organizmie, no ale cóż. Okazuje się, ze w przeważającej ilości przypadków nasze oczekiwania zderzają się boleśnie z rzeczywistością i sęk w tym, żeby wtedy nie dać się zwariować.
Tak czy inaczej przez tych kilka dni doświadczyłam tak wielu skrajnych uczuć, od galopującej tęsknoty, przez nadmiar szczęścia podczas wieczornych rozmów i spacerów przesiąkniętych spokojem, aż do bezradności połączonej z dręczącą ciekawością jak przeciętny Anglik poradziłby sobie finansowo, gdyby ceny w sklepach pomnożyć mu cztery razy, a zarobki pozostawić na tym samym poziomie :)
Wniosek nasuwa się sam - POLAK POTRAFI!

W tym miejscu wraz z Królikiem pragniemy złożyć najserdeczniejsze podziękowania, za opiekę nad nami, znoszenie naszych humorów, dokarmianie nas, wożenie niebieskim hamochodem i traktowanie jak VIPów, choć wcale sobie na to nie zasłużyliśmy.
Dzięeeeekuuuujeeemyyyy!

Brak komentarzy: