wtorek, 5 lutego 2013

Książki

Ludzie są jak książki. Odkrycie to zaskoczyło mnie przy nalewaniu kawy do żółtego kubka z napisem "inspiring".

Są horrory, romanse, dzieła naukowe, SF i fantasy, długo ciągnące się sagi, poezje, lekkie opowiadania. Niektóre z nich bierze się do ręki i odkłada po kilkunastu stronach nie mając siły dalej czytać bzdur, inne wciąga się bez opamiętania wszędzie i o każdej porze - dając się ponieść pasjonującej, choć czasem dość płytkiej fabule. Kiedy skończy się taką książkę, więcej się do niej nie sięga. 

Są też takie, które zaczynają fascynować stopniowo, a później wraca się do nich raz za razem, jak do najbliższych przyjaciół. Niektóre po prostu się kocha, choć są bardzo smutne do innych podchodzi się z dystansem, są zawsze pod ręką, żeby rozśmieszyć albo zainspirować.

Jetem na etapie czytania kilku książek na raz. Jedną z nich czytam od czasu do czasu, choć prawdę mówiąc często myślę nad chwilą, kiedy będę mogła zostać sam na sam z jej zwyczajną choć bardzo wciągającą treścią. Początek nieco epicki rozwijający się w przygodę z elementami romansu, takiego na szczeniackim poziomie. Druga - dawno odłożona na półkę, smutna i nigdy nie dokończona. Powieść o życiu, prawdziwa, napisana z humorem i elementami groteski - niebezpieczna, ludzie często nie chcą jej dalej czytać, bo jest "niekoszerna".

Jest też literatura kobieca, lekka, z domieszką łez. Tą czytam wieczorami przy świecach, z kubkiem herbaty malinowej. Czasem przy niej płaczę, czasem się modlę.

Najbardziej jednak drażnią książki, które wciągnęły mnie całą. Zatopiłam się w ich treści zapominając o całym świecie. Obiecywały w swoich słowach piękne zakończenie i możliwości powrotów - tymczasem skończyły się na etapie 3/4. Autor zmarł w trakcie pisania i nie znalazł się nikt, kto by spróbował je dokończyć. Przez to stały się irytującym wspomnieniem.

2 komentarze:

e-ka pisze...

Świetnie to ujęłaś. Kiedyś zadawałam takie wypracowanie "Jeśli miałabyś/miałbyś być książką to jaką?". Najpierw wzdychali, wyli truuuudne, a potem pisali, aż miło się czytało :)

m.glaz pisze...

O Mater. To jaką ja bym była książką? Tragedia, upłakałabym się nad tą pracą. Mój T. powiedział, że byłby Koziołkiem Matołkiem :D