sobota, 23 lutego 2013

Lot z zielenią w tle

Matka napisałaby recenzję "Lotu", ale ma czarno-białą plamę i generalnie jeszcze się otrząsa z przeżyć zafundowanych przez D.Washingtona, tak autentycznego w swoim przekazie, że:
- Matka chciała pluć na ekran,
- otworzyły się jej wszystkie klapki niekontrolowanych emocji,
- ryczała z bezsilności,
- spadła do poziomu gimnazjum tym razem (ostatnio było liceum) zbyt głośno wyrażając samą siebie, czym jest do tej pory mocno zażenowana.

Jednak tak generalnie i bez emocji (powiedzmy), rzecz biorąc. Film perfekcyjnie zagrany przez zielonego, z zielonymi w tle i to w rożnych odcieniach tej zieleni. Jak w domu kochani, jak w domu. Z delikatnym akcentem na nasze rodzime misje NN i TC w wydaniu amerykańskim. 90% widzów jak nie więcej oglądając poczuje się i tu się powtórzę - JAK W DOMU, ze względu na problem, który poruszał film.

Dzisiejszą sobotę Matka spędzi na dalszym otrząsaniu się.



Brak komentarzy: