W "pracy" tłumy. Miejsca siedzącego spóźniony nie uświadczysz. Ludzie najwidoczniej szukają Boga i jakoś tak po drodze trafiają do nas. Czasem Matce się wydaje, że 3/4 twarzy jest zupełnie nowa, a może to dzieci urosły?
W związku z powyższym Matka coraz częściej wita niedzielne poranki z uśmiechem, wiedząc, że np. D.Z. podejdzie i powie z przekąsem: "Witam siostrę Głaz". Na co Matka odpowie: "Cześć Z, jak życie?", "Beznadziejnie"! - stwierdzi D.Z szczerząc zęby. H.R. złapie mnie na korytarzu, żeby podarować sekund pięć czułości matczynej, a M. pokiwa przez pół sali łańcuszkiem wiszącym na szyi K., która swoją drogą cuda biżuteryjne potrafi umotać.
R.T. po rozpoczęciu nabo do M. wyśle smsa pt. "Znów się spóźniłem", a A.K. odnajdzie mój wzrok, przy kolejnym głośnym AMEN I ALLELUJA, żeby załapać nić porozumienia i bez słów powiedzieć sobie "Achaaaa, zaczyna się!".
Niedziele są dobre. Są jak dobrze znane miejsce, do którego chętnie się wraca, żeby odbudować sobie swój wewnętrzny świat. Są dobre, nawet wtedy, kiedy ktoś klaszcze nierówno, a inny zamiast stać - siedzi. Dobre są, kiedy Matka uświadamia sobie, że to nie praca, choć jednak nią jest w mniejszym lub większym stopniu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz