niedziela, 7 marca 2010

Zarządzanie kryzysowe

Królik od pół roku choruje z max tygodniowymi przerwami. W związku z tym nasz dom jest wciąż centrum zarządzania kryzysowego, a kuchnia stała się małą apteką. Ten typ niedogodności jest tak skuteczną antykoncepcją i rozwalaczem pożycia małżeńskiego, że aż zaczyna mnie to śmieszyć.
Po wrześniowej grypie powikłania ciągnęły się nam aż do stycznia, a teraz to już dzięki Bogu zwykłe przeziębienia, albo niezwykłe rotawirusy, które w konsekwencji znów dają zwykłe przeziębienia, a później ciągnący się miesiącami kaszel poinfekcyjny lub alergiczny, bo któż to wie... A ja Moi Drodzy zupełnie sobie z tym nie radzę, choć zdaję sobie sprawę z tego, że inni mają gorzej.
Nie pamiętam już wieczora, kiedy spokojnie mogłam zaplanować kolejny dzień :(. No, to sobie pomarudziłam.
Kto chce rzucić kamieniem, niech rzuca. Co mi tam.

PS. Nie zapomnijcie nakarmić Molly.

2 komentarze:

m.glaz pisze...

Czyżbym tylko ja mogła nakarmić Molly?

Boo pisze...

chyba tak :/